w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie

Pewnie każdy z was słyszał o chrząszczu, który brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie. Chrząszcz jest na tyle znany, że ma swój pomnik w Szczebrzeszynie i był na naszej dzisiejszej trasie rowerowej. Wystartowaliśmy w Zwierzyńcu. Odkrywamy nieznaną dla nas część Roztocza. Pierwszy przystanek to Tartaczna Góra i wieża widokowa na jej szczycie. Miłosz był zadowolony. W poprzednich wycieczkach trudno było mu zrozumieć, że szlak nie prowadzi na żaden szczyt. Dalej skierowaliśmy się w kierunku wspomnianego już Szczebrzeszyna, a następnie Kawęczynka. Trasa do Kawęczynka prowadzi przez liczne wąwozy lessowe. Na pewno w ten rejon Roztocza musimy jeszcze wrócić. Pętlę zakończyliśmy na plaży stawów Echo w Zwierzyńcu gdzie mogliśmy się schłodzić po upalnym dniu.

  
  
  

piątkowych przygód kilka

Dzisiaj Miłosz miał aż trzy wycieczki. Ranek rozpoczęliśmy wyjazdem do zamojskiego zoo. Wśród licznych zwierząt najbardziej przypadła do gustu Miłoszowi zebra i żyrafa, którą widział po raz pierwszy w swoim życiu. Choć z drugiej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że najbardziej podobała mu się ciężarówka, która wjeżdżała na teren zoo. Może nie wszyscy wiedzą ale nasz syn jest Miłośnikiem samochodów. Po obiedzie czekał nas spacer po rezerwacie „Czartowe Pole”. Choć prowadzi przez niego krótki szlak, bo zaledwie dwu kilometrowy, to uważamy to miejsce za jedne z najpiękniejszych na Roztoczu. Warto tu przyjechać. Ostatnim punktem dzisiejszego dnia był kamieniołom w Józefowie. Byliśmy tutaj pierwszy raz i na pewno wrócimy. Na koniec intensywnego dnia w nagrodę Miłosz mógł jechać traktorem!

  
  
  

park krajobrazowy puszczy solskiej

Raz w roku staram się odwiedzić rodzinne strony. Szczęśliwym trafem jest to otulina Roztoczańskiego Parku Narodowego. Dzisiaj eksplorowaliśmy Puszczę Solską i to zarówno na wodzie jak i na lądzie. Najpierw kajakami przepłynęliśmy odcinek na rzece Tanew. Pokonując kolejne przeszkody w postaci mostków, powalonych drzew i kaskad wodnych, dopłynęliśmy do rezerwatu „Nad Tanwią”. Tam rozpoczęliśmy pieszą wędrówkę niebieskim szlakiem „Szumów”.

  
  
  

Velky Javornik 918 m n.p.m.

Rzadko zdarza nam się wolna sobota. Nie mogliśmy jej wykorzystać inaczej jak tylko wyjazdem w góry. Co prawda trochę się wahaliśmy przez wysoką temperaturę ale lepiej taki upał spędzić na górskim szlaku niż w domu. Wracamy w Beskid Śląsko-Morawski. Ciągle odkrywamy ten region. Tym razem wybór padł na Velky Javornik (918 m n.p.m.). Trasa nie była szczególnie trudna ani długa. Jednak przy takim skwarze nawet niewielki dystans może dać w kość. Miłosz poradził sobie doskonale. Oczywiście całą trasę 12 km pokonał samodzielnie. Panorama z wieży widokowej na szczycie wynagrodziła nam cały wysiłek. Schodząc natrafiliśmy na jeszcze jedną atrakcję „ścieżkę w koronach drzew”. Bardzo ciekawa budowla, na pewno brakuje takiej w naszych Beskidach.

  
  
  

 

turnus rehabilitacyjny

Miłosz rozpoczął dzisiaj turnus rehabilitacyjny. Do końca przyszłego tygodnia każdego dnia uczestniczyć będzie w zajęciach z neurologopedą oraz z fizjoterapeutą. Terapia prowadzona jest przez osoby, z którymi Miłosz pracuje na co dzień przez cały rok. To dobrze, bo terapeuci go znają, wiedzą z czym ma problemy i na czym należy się skupić. Rehabilitacja odbywa się popołudniami, rano Miłosz spędza czas z dziećmi w przedszkolu.

  
  

Travny – Beskid Śląsko-Morawski

W górach nie byliśmy całe wieki tzn. prawie miesiąc, a to bardzo długo. Dzisiaj nadrabiamy zaległości. Wracamy w Beskid Śląsko-Morawski. Do wsi Pražmo dojeżdżamy o 9 rano i od razu ruszamy na Travny, który wznosi się na wysokość 1203 m n.p.m. Podejście trochę dało nam w kość. Jak na beskidzkie warunki szlak nie jest wcale łatwy. No i sam dystans też nie był krótki. Łącznie pokonaliśmy ponad 19 kilometrów. Teraz proszę o brawa: Miłosz pokonał tę trasę na własnych nogach! Był to najdłuższy szlak jaki przeszedł samodzielnie. Dodatkowo coraz więcej jest odcinków kiedy nie idzie nawet trzymany za rękę tylko całkowicie sam.

  
  
  

terapia w wodzie

Wiem, że pisałam już wiele razy o zajęciach na basenie. Za każdym razem powtarzam jak bardzo jestem dumna ze swojego syna. Jednak patrząc na niego jak świetnie radzi sobie w wodzie, a raczej pod wodą, nie jestem wstanie nie napisać o tym kolejny raz. Wygląda to po prostu bardzo dobrze.

ścianka wspinaczkowa

Chociaż domowa ścianka wspinaczkowa nie budzi już w nas tylu emocji co kiedyś to wspinanie się po niej nadal jest dla Miłosza frajdą. A co najważniejsze, cały czas robi postępy. Miłosz jest znacznie silniejszy, a więc lepiej się podciąga rękami przez co jest szybszy ale też bardziej precyzyjny. Za każdym razem wejście wygląda nieco inaczej, używa innych chwytów. Jednak przede wszystkim jest to świetna zabawa zwłaszcza przy schodzeniu w dół. Zazwyczaj wspina się pięć razy. A tak to wygląda:

kamienie i wyspy

Podczas ostatnich wakacji w Tatrach Niżnych największym wyzwaniem dla Miłosza okazał się szlak, na którym ułożone zostały kamienie i skały. Choć widoki zapierały dech w piersiach to przejście szlakiem było drogą przez mękę. A jeśli coś sprawia trudność to znaczy, że właśnie to trzeba ćwiczyć. Trochę trwało szukanie odpowiednich pomocy ale w końcu się udało. Kolorowe kamienie przypominają te prawdziwe, a już na pewno przejście po nich jest tak samo trudne jak po tych na szlaku. Dodatkowo można je łączyć zwiększając ich wysokość i tym samym trudność. Z ich pokonaniem Miłosz nie ma już problemu ale nadal trwa to długo. Na filmie widać, że niemal każdy krok musi być przez Miłosza przemyślany, a czasami kilkakrotnie powtarzany. Trochę jeszcze potrwa zanim przejście po kamykach będzie płynne i szybsze. Ale od czego są ćwiczenia.