Mamy dzieci z MPD

W październiku będziemy obchodzić Światowy Dzień Mózgowego Porażenia Dziecięcego, to wydarzenie propagowane od lat, a od prawie 5 my także bierzemy w nim udział. Z tej okazji Ośrodek Polanika postanowił dołączyć się do akcji i zaprasza wszystkich chętnych na zjazd rodzin w ramach Światowego Dnia MPD 14-15 października 2017r. Ognisko integracyjne, wykłady fizjoterapeutów, animacje i wiele innych atrakcji czeka już na Was.

Mózgowe porażenie dziecięce nie jest chorobą. Jest zespołem objawów, wynikających z trwałego uszkodzenia mózgu, znajdującego się w stadium nie zakończonego rozwoju. Uszkodzenie mózgu może polegać na ubytku tkanki nerwowej lub jej wadliwym funkcjonowaniu. U każdego małego lub większego pacjenta przebiegać może zupełnie inaczej, a wszystko zależy od stopnia uszkodzenia mózgu oraz momentu diagnozy. Lokalizacja uszkodzenia mózgu warunkuje deficyty różnych funkcji: ruchu, wzroku, mowy, funkcji poznawczej, emocjonalnej. Jedno jest pewne: im szybciej rozpoznane, tym wcześniej wdrażane są specjalistyczne ćwiczenia, a prawidłowo prowadzona terapia daje szansę na pełniejszy i lepszy rozwój psychofizyczny dziecka.

głoska CZ

Na zajęciach z neurologopedą ćwiczymy głoskę „CZ”. Dla utrudnienia pojawiła się inna, bardzo podobna jeśli popatrzymy na jej graficzny wygląd, chodzi o głoskę „C”. Podczas ćwiczeń wszystkie ilustracje przedstawione na obrazkach zawierają w nazwie głoskę CZ lub C np. czapka, cytryna, czajnik, cebula, cymbałki itd. Na początek głoski występują w nagłosie, używamy też tych gdzie jest w śródgłosie oraz w wygłosie. Ponieważ niektóre nazwy przedstawionych ilustracji zawierają inne trudne głoski, dzięki temu Miłosz przy okazji może doskonalić swój zasób słów w zakresie ich prawidłowego wymawiania. Bardzo się stara, ale jeśli mu nawet nie wychodzi, to wie o tym (słyszy siebie) i stara się powtórzyć kilka razy, aż mu się uda w sposób prawidłowy. Brawo Miłosz!

  
  

czytamy sylaby

Miłosz jest na etapie czytania sylab, ponieważ to dopiero początek, to nie zawsze mu to dobrze wychodzi. Ćwiczymy więc w domu różnicowanie spółgłosek w sylabach otwartych. O co chodzi? Okazuje się, że po poznaniu samogłosek i pierwszych spółgłosek w sylabach, rozróżnia je właśnie poprzez samogłoski. Podczas zajęć odnoszę wrażenie, że nie ma znaczenia, co będzie pisało na kartce: MA, czy PA. Zgaduje i jak się trafi, to się trafi, a jak nie to napis PA będzie czytać MA, i na odwrót. Do treningu w domu wykorzystałam ulubione autka syna. Każde musiało zaparkować w garażu z odpowiednią nazwą np. MU, PA, MO, MI itd. Idealny przykład na naukę poprzez zabawę.

  
  

mikropolaryzacja mózgu

W sobotę Miłosz został zakwalifikowany przez lekarza do terapii mikropolaryzacji mózgu. Wiem, brzmi to bardzo poważnie. Sama metoda terapii określana jest jako nieinwazyjna, bezpieczna i bezbolesna stymulacja prądem stałym różnych obszarów mózgu. O mikropolaryzacji słyszeliśmy krótko po narodzinach Miłosza. Na pierwszą konsultację jechaliśmy aż do Oławy kiedy Miłosz miał 6 miesięcy. I właśnie wiek okazał się przeciwwskazaniem do terapii. Dzisiaj mamy znacznie bliżej bo w Katowicach. Terapia składa się z 10 zabiegów trwających początkowo 10 minut, następnie 20 minut, a ostatnie po 30 minut. Terapię należy powtórzyć jeszcze dwukrotnie w odstępach trzymiesięcznych.

w górach

Góry to nasz wspólna pasja. Za nami niezliczone godziny górskich wędrówek, czasami trudne warunki pogodowe, odciski, zmęczenie, a obok tego niczym niezmącone szczęście, przestrzeń i cudowne widoki. Mogę na mojego męża liczyć tu na dole i tam na górze. Choć tempo marszu mamy różne, to nie przeszkadza nam to. Ostatecznie zawsze osiągamy ten sam cel razem. Góry są dla mnie bardzo ważne w moim życiu. Jedyne czego żałuję to, że tak późno je odkryłam. Zdobywając szczyty pokonałam własne słabości. Pozwoliły mi zwyciężyć nad moimi ograniczeniami. Dały mi bardzo wiele, dlatego darzę je ogromnym szacunkiem. Mam nadzieję, że Miłosz wkrótce również doceni ich ogromną moc. Każda piesza samodzielna wędrówka to dla syna okazja do treningu, co ma bardzo duże znaczenie w jego codziennym funkcjonowaniu. Terapia ruchu w górach oraz wykorzystanie warunków tam panujących umożliwiły Miłoszowi naukę pokonywania przeszkód takich jak: kamienie, korzenie, powalone drzewa i gałęzie, schody, łańcuchy, drabinki, mosty, kładki, błoto, podejścia i strome zejścia z góry itp. Dzięki temu mógł wykorzystać i doskonalić swoje umiejętności już nie na sali gimnastycznej czy SI, tylko w życiu. Nawet najlepiej wyposażony gabinet nie odda w pełni warunków, które syn będzie miał do pokonania każdego dnia. Ostatni wyjazd w góry, oprócz sięgania wyżej i bycia razem, okazał się niezastąpioną terapią u Miłosza. Wszystko co robimy, robimy z myślą o naszym dziecku. Walczymy o lepszy komfort jego życia i przygotowanie go do samodzielności. Ile z tego uda nam się osiągnąć? Czas pokaże.



Południowy Groń

To już koniec naszej górskiej wyprawy na Małą Fatrę. Na ostatni dzień zaplanowaliśmy trasę prowadzącą malowniczym szlakiem przez Chleb, Hramove, Steny aż na Południowy Groń. Powrót przez dolinę Vratna. Warto zaznaczyć, że był to jedyny szlak, który Miłosz przeszedł cały samodzielnie. Mała Fatra to jedno z najpiękniejszych pasm górskich w jakich byliśmy. Na pewno jeszcze tu wrócimy. Trochę jeszcze zostało szczytów do zdobycia. Z czystym sumieniem mogę polecić wam wszystkim przyjazd tutaj. Nie są to łatwe góry, zwłaszcza dla dzieci. Dlatego jeśli dopiero zaczynacie górską przygodę, Małą Fatrę zostawcie na później.

  
 
  
  

Wielki Rozsutec

Podczas wielu górskich wycieczek, tych bliższych i tych dalszych, często widywaliśmy pasmo słowackiej Małej Fatry. Najbardziej urzekał nas charakterystyczny szczyt Wielkiego Rozsutca, który na liście najwyższych szczytów Małej Fatry zajmuje dopiero piąte miejsce, a na naszej liście życzeń podczas tych wakacji zajmował na pewno pierwsze. Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. Trasa którą dzisiaj pokonaliśmy to nie spacer. Na szlaku spędziliśmy dziewięć godzin! Kiedy tylko zaczęły się skały Miłosz skorzystał z nosidła. Trasa od przełęczy Medziholie jest trudna dla każdego. A co dopiero dla kogoś z dzieckiem na plecach. Kiedy weszliśmy na sam szczyt, kilkunastu turystów biło gromkie brawa dla taty Miłosza. To co zrobili niewątpliwie na długo pozostanie w moim sercu, a tata Miłosza po dzisiejszym dniu zasługuje na medal. Pozostało jeszcze zejście do przełęczy Medzirozsutce, które Miłosz również pokonał w nosidle, a dalszą trasę z przełęczy już samodzielnie. I tu mała niespodzianka – trzeba było za nim biec!

  
  

Wielki i Mały Krywań

Najwyższy szczyt Małej Fatry został zdobyty! Skorzystaliśmy dzisiaj z kolejki linowej, którą dostaliśmy się prawie pod sam szczyt Wielkiego Krywania, z którego ruszyliśmy dalej w kierunku Pekelnika i Małego Krywania. Tam przerwa na posiłek. Jedząc kanapki całą Małą Fatrę mieliśmy jak na dłoni. I co chwila nazywaliśmy kolejno szczyty lub pasma gdzie już byliśmy – na horyzoncie Beskidy, na prawo Tatry, a przed nimi Góry Choczańskie, dalej Tatry Niżne, Wielka Fatra (jeszcze tam nie byliśmy), a po lewej Strażowskie Wierchy. Wracając każdy z nas co chwila się potykał. Trudno patrzeć pod nogi kiedy ma się przed sobą taki widok.

  
  
  
  

Kraviarske

Góry i lasy „zapłonęły” dzisiaj dla nas. Wszystko za sprawą nocnej ulewy. Mieliśmy nadzieję, że to tylko poranna mgła zwiastująca dobrą pogodę dlatego wybraliśmy dość długi szlak prowadzący przez trzy szczyty (Baraniarky, Zitne i Kraviarske). Największym problemem było błoto. Dało nam się dotkliwie we znaki. Czasami było jak na lodowisku. Trasa była na tyle wyczerpująca, że jeszcze przed pierwszym szczytem Miłosz skapitulował. Odpoczywał w nosidle ponad dwie godziny. Dopiero schodząc dał się przekonać na samodzielny marsz. Kiedy podchodziliśmy do ostatniego szczytu mgły się rozproszyły. Wielki Rozsutec wyglądał jak wulkan w czasie erupcji. Mała Fatra jest piękna.