terapia w wodzie – początki

Mój syn potrafi pływać – ciągle o tym myślę i widzę go sunącego samodzielnie w wodzie do celu. Wielu z was widziało opublikowany film z tym wydarzeniem, wielu gratulowało. Ale jak wielu z was zdaje sobie sprawę jak długą i trudną drogę musiał pokonać mój syn aby osiągnąć ten sukces? Pierwsze zajęcia w wodzie odbyły się dokładnie cztery lata temu, a więc kiedy Miłosz miał zaledwie 16 miesięcy. Od początku dało się zauważyć, że uwielbia wodę. Zajęcia oznaczały radość i zabawę. Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Ale była to także, a może przede wszystkim praca. Systematyczność i konsekwencja w działaniu po czerech latach przyniosły nadzwyczajny sukces: mój syn potrafi pływać.

 
  

mikropolaryzacja

W piątek Miłosz zakończył trzeci cykl mikropolaryzacji. I powiem szczerze, nareszcie! To było długie i trudne dziesięć dni. Zabiegi wykonywane były późnym popołudniem lub wieczorami tak aby Miłosz nie musiał rezygnować z innych zajęć. Z jednej strony to dobre rozwiązanie ale z drugiej strony oznaczało ciągłą gonitwę. Bywało, że wracał do domu około godziny 19 dlatego wykorzystaliśmy czas zabiegu na nasze zajęcia domowe. Mikropolaryzację jako metodę terapii na pewno będziemy kontynuować. Choć muszę zaznaczyć, że traktujemy ją jako coś dodatkowego, wspierającego i uzupełniającego podstawową rehabilitację i leczenie Miłosza.

  

basen

Dzisiejsza terapia w wodzie okazała się wyjątkowa. Już podczas naszych ostatnich zajęć na basenie Miłosz był coraz bardziej samodzielny. Dzisiaj pokonał kolejną przeszkodę na drodze do swojej samodzielności. W asyście taty i terapeuty przepłynął samodzielnie całą szerokość basenu (10 metrów). I to nie raz! Nie dwa! A nawet nie trzy! Póki co nie używa przy tym lewej ręki, niestety. Myślę, że z czasem kiedy się rozluźni, ruchy będą swobodniejsze i bardziej płynne wtedy lewa ręka również będzie aktywna w pływaniu. Mój syn potrafi pływać! Jestem z niego bardzo dumna.

ścianka wspinaczkowa

Od października wtorkowe popołudnia Miłosz spędza na ściance. Do domu wracam pierwsza przed chłopakami. Czekam na nich niecierpliwie, a w myślach nurtuje mnie oczywiste pytanie: „Jak sobie dzisiaj poradził?”. Kiedy wrócili uśmiechy na ich twarzy zwiastowały, że pewnie dobrze ale i tak zapytałam. I muszę przyznać, że byłam totalnie zaskoczona odpowiedzią Miłosza: „Doszedłem do samego sufitu!”. Szczegółową relację zdał tata. Ścianka wspinaczkowa jest wysoka na 12,5 metra. Dojście do sufitu zajęło Miłoszowi 45 minut. To bardzo długo. Ale trzeba pamiętać, że przez cały ten czas aktywnie wspinał się po ściance, podejmował samodzielne decyzje, który chwyt złapać, a na którym stanąć. Dał radę. Kolejna granica przekroczona!

 
 

basen

Nie umiem pływać, ale regularnie co tydzień chodzę na basen (!) i bardzo się cieszę, że moje dziecko potrafi to robić! W wodzie czuję się wspaniale, lekko, w zgodzie ze swoim ciałem, pełen energii i jednocześnie spokoju. Uważam umiejętność pływania za jedną z wielu, które warto posiąść. Tych, które przydają się w życiu, bo zwiększają nasze możliwości, pomagają ładować baterie i w dodatku przynoszą obopólne korzyści zarówno dla ciała i ducha. Patrząc na Miłosza jak sobie wspaniale radzi na basenie żałuje, że sama tego nie potrafię robić. Dlatego zależy mi na tym, żeby syn umiał pływać, a od niego samego będzie zależało, co później z tym zrobi.

ścianka wspinaczkowa

Na domowej ściance wspinaczkowej Miłosz trenuje niemal każdego dnia. Zazwyczaj trwa to od 10 do 15 minut. Może się wydawać, że to niewiele, ale najważniejsza jest systematyczność. Poza tym wchodzenie po pionowej ściance jest bardzo wyczerpujące i trudne. Wspinanie daje Miłoszowi dużą frajdę. Pomimo trudności wchodzenie idzie mu coraz sprawniej i szybciej. Jest widoczna poprawa pracy lewej ręki, którą potrafi już bez problemu wyciągnąć bardzo wysoko do góry i złapać się na tyle silnie i stabilnie aby móc się podciągnąć. Zaczynaliśmy od jednego, dwóch wejść w ciągu dnia. Dzisiaj Miłosz dochodzi czasem nawet do dziesięciu. Na filmie zestawiłam dwa wejścia. Pierwsze to początek treningu. Miłosz wspina się szybko i pewnie. Drugie wejście nagrane jest pod koniec treningu kiedy widoczne było już zmęczenie.  Pomimo tego nie poddawał się i walczył tak długo aż osiągnął cel.

Wielka Racza

Rzadko zdarza nam się wolna sobota. Jeszcze rzadziej wolna sobota występuje w parze z dobrą pogodą. I dokładnie tak było dzisiaj. Nie mogliśmy tego inaczej uczcić jak tylko wyjazdem w góry. Nasz cel to znana nam już Wielka Racza w Beskidzie Żywieckim. W górskich dolinach jest już wiosna co oznaczało jedno – błoto na szlaku. Miłosz miał je po same kolana. Kiedy skończyło się błoto szliśmy po roztapiającym się śniegu i wodzie, a dalej po lodzie. Powyżej 1000 m n.p.m. zima w pełni. Uwielbiam ten szczyt. Panorama jaka się stąd rozciąga jest niesamowita. Z nostalgią spoglądaliśmy na doskonale widoczną Małą Fatrę. Nasz mały zdobywca zasłużył dzisiaj na medal. Wielka Racza to kolejny szczyt, na który sam wszedł i zszedł. Cała trasa liczyła 12,5 km.

  
  
  

śpieszmy się kochać ludzi…

Wczoraj dotarła do nas smutna wiadomość. Zmarła Pani Aleksandra Łada – neurologopeda, której Miłosz był pacjentem. Wielki człowiek, wielki umysł i niestety wielki ból i smutek. To właśnie z Panią Olą zaczynaliśmy leczenie i terapię Miłosza. To ona jako pierwsza dostrzegła potencjał Miłosza i odważyła się spojrzeć w jego przyszłość. Z każdych konsultacji wychodziliśmy zawsze bogatsi o nową wiedzę, ale też pełni nadziei i optymizmu. Kolejna wizyta zaplanowana była na przyszły tydzień. Niestety nigdy nie dojdzie do skutku…

ścianka wspinaczkowa

Miłosz pobił dzisiaj swój rekord na ściance wspinaczkowej! Tak wysoko jeszcze nigdy nie był. Domowy trening przynosi oczekiwane rezultaty. Jego nogi i ręce są coraz silniejsze. Widać to również w domu –  skacze wyżej i biega szybciej.

  

zajęcia otwarte

W przedszkolu Miłosza rodzice po raz kolejny mogli uczestniczyć w zajęciach otwartych. Tym razem była to lekcja angielskiego. Tematem przewodnim był dzień świętego Patryka stąd zielone ubrania dzieci. Poprzednie otwarte zajęcia z angielskiego odbyły się niemal rok temu. Zmiany jakie zaszły u Miłosza dało się zauważyć od razu. Jest skupiony na całych zajęciach i na grupie. Oczywiście nigdy nie miał problemu ze skupieniem uwagi ale tylko w pracy jeden na jeden czyli nauczyciel/terapeuta i Miłosz. Tym razem świetnie pracował w grupie! Wykonywał polecenia wydawane w języku angielskim, nazywał kolory, a także mówił jak się czuje. Oczywiście wszystko w języku angielskim. Jego zachowanie jest zupełnie inne niż w domu. Nie skakał i nie biegał, cały czas był wśród dzieci i razem z nimi brał czynny udział w zajęciach. Wiem to wszystko z relacji taty, zdjęć i nagranych filmów. Sama dużo pracuję z Miłoszem i wiem co potrafi, czego mogę oczekiwać, a z czym ma problem. Jednak zazdroszczę pracownikom przedszkola, że mogą oglądać na co dzień jak Miłosz funkcjonuje w grupie. A po dzisiejszych zajęciach mogę powiedzieć z całą pewnością, że coraz lepiej!