Historia Miłosza - Blog

serce matki drży

Stresujący dzień. Od samego rana nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Wcześnie wyruszamy do szpitala. Mogę wejść do Miłoszka przed zabiegiem operacyjnym. Jest głodny i zły. Zaczyna nerwowo popłakiwać. Dzięki bliskości i czułemu dotykowi potrafię uspokoić Maluszka. Zasypia. Rozdzielamy się przed blokiem operacyjnym.

Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Byłam przerażona, że nie dam rady, że nurt życia porwie nas i zatopi. Nie znałam ciągnącej się przed nami drogi i tylko jeden Bóg wie dokąd ona prowadzi.

Po 3 godzinach wraca na OIOM. Widziałam go przez minutę. Moje serce zamarło patrząc na taką Kruszynkę. Wiemy, że operacja się udała. Potrzeba czasu, żeby ocenić czy przyniesienie zamierzony efekt.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *