Miesięczne archiwum: Sierpień 2014

Trzy Korony zdobyte!

Trzy Korony, najwyższy szczyt Pienin Środkowych należący do Masywu Trzech Koron, w końcu
zdobyty. Po wielu dniach oglądania go niemalże z każdej strony dotarliśmy dzisiaj na sam szczyt. IMG_8569Droga początkowa prowadziła wąwozem Szopczańskim. Jest to jeden z ładniejszych wąwozów pienińskich, jego strome i blisko siebie położone ściany tworzą kanion. Dnem wąwozu spływa Szopczański Potok z kryształowo czystą wodą, uchodzący do Macelowego Potoku. Warto go odwiedzić, uważam go za najładniejszą dolinę Pienin. Najciekawszy odcinek wąwozu w jego dolnej części ma formę skalistego i wysokiego na 20-40 metrów kanionu z licznymi przesmykami skalnymi i załomami. Z samej Przełęczy Szopka wyłonił się cudowny widok na Tatry. Dotarcie do tego miejsca szlakiem żółtym to trasa bez przerwy pod górę, w otaczającej ciszy, przy dużym wysiłku słyszałam szybkie i głośne bicie swojego serca. W niedługim czasie dotarliśmy do celu, a potem to już z górki, trochę padało w drodze powrotnej. Mąż podczas wyprawy przeniósł się w czasie, 30 lat temu szedł tym szlakiem, wspomnieniom nie było końca. Wycieczkę zakończyliśmy posiłkiem w schronisku, gdzie Miłosz „skradł” mi nieco przepysznej szarlotki na ciepło.

Trasa: Sromowce Niżne – Schronisko Trzy Korony – Wąwóz Szopczański – Przełęcz Szopka – Okrąglica – Ostry Wierch – Przełęcz Wyżni Łazek – Sromowce Niżne.

IMG_8596  IMG_8604  IMG_8603
IMG_8605  IMG_8606  IMG_8608

rowerem na Słowację

20140830_134952_Pano

Za mną wyjątkowa wyprawa rowerowa.

O poranku wyruszyliśmy dziarsko w kierunku Szczawnicy, aby następnie dostać się do drogi Pienińskiej. Stamtąd malowniczą drogą rowerową wzdłuż Dunajca pokonaliśmy szybko krótki odcinek drogi (w odniesieniu do całej wyprawy), który doprowadził nas do Czerwonego Klasztoru. Tam złapaliśmy chwilę oddechu spoglądając w górę na Trzy Korony. Dalej czerwonym szlakiem rowerowym pedałujemy po Słowacji poprzez wieś Haligovce i Wielki Lipnik, tutaj zaczął się ciężki podjazd na najwyższe wzniesienie na zaplanowanej trasie – Leśnickie Sedlo (710 m n.p.m.). Nie było łatwo. Musieliśmy zsiąść z rowerów i odcinek pokonać pieszo. Warto było! Z samej przełęczy można podziwiać wspaniałe widoki. Lubię kiedy towarzyszy mi ogłuszający spokój. Jakby tylko dla mnie śpiewały ptaki, świerszcze w trawie…  A wiatr niosący zapach łąki i lasu nie opuszczał mnie ani na chwilę. Pokusą staje się obcowanie z naturą. Tu na górze można stracić rachubę czasu. Po ciężkiej przeprawie i zasłużonym odpoczynku zjeżdżamy w dół. To uczucie lekkości i szybkości było dla mnie ekstremalnym przeżyciem. Jeszcze nigdy nie zjeżdżałam na rowerze z takiej wysokości. Zatrzymaliśmy się dopiero w Szczawnicy! Pokonałam na rowerze 36,1 km!

Trasa: Krościenko – Szczawnica – droga Pienińska – Czerwony Klasztor – Haligovce – Wielki Lipnik – Leśnickie Sedlo – Leśnica – droga Pienińska – Szczawnica – Krościenko.

IMG_8511  IMG_8531
IMG_8552  IMG_8555

Małe Pieniny

20140829_122130

Trasę dzisiejszej wędrówki po raz drugi rozpoczynamy w Jaworkach. Aby tam dotrzeć bez samochodu skorzystaliśmy z komunikacji zastępczej. Przejażdżka pierwszym busem do Szczawnicy i przesiadka do kolejnego, aby dostać się do Jaworek. Wszystko po to, aby w końcowym etapie z trasy wędrówki zejść w Szczawnicy i pieszo dostać się do Krościenka.

Po opuszczeniu busa szlakiem rowerowym czerwonym dotarliśmy do schroniska Durbaszka, a stamtąd po chwili pojawiły się już znaki niebieskie, które towarzyszyły nam już praktycznie do samego końca zaplanowanej wędrówki. Szlak wiódł głównie przez otwarte tereny hal z pięknymi widokami. Zielona panorama rozpościerała się wokół, dając niesamowite wrażenie wielkiej przestrzeni. Droga w późniejszym etapie prowadziła nas w zróżnicowanym terenie. Trochę przez las, przez łąki, to wznosząc się i opadając. Ostatni etap wędrówki był trudny, z ciężkim podejściem i stromym zejściem. Pierwszy raz będąc z Miłoszem musiałam go ściągnąć, a potem podać, bo nie było szansy zejść z jakimkolwiek bagażem w dół. Źle oznakowany koniec trasy do schroniska Orlica okazał się niezwykle męczący. Dzisiejsza wycieczka była najdłuższą z dotychczasowych. Była też najbardziej widokowa.

Trasa: Jaworki – Durbaszka – Wysoki Wierch – Cyrhle – Łaźne Skały – Witkula – Szafarnówka – schronisko Orlica – Szczawnica – Krościenko.

IMG_8456  IMG_8408
IMG_8492  IMG_8422

na dobrą pogodę Beskid Sądecki

IMG_8307  IMG_8380

Obudziły mnie dzisiaj promienie słońca. Aż trudno uwierzyć, że przestało padać. Zgodnie z ustalonym planem wyruszamy na wyprawę. Średniej długości wycieczkę rozpoczynamy powyżej Szczawnicy, w Jaworkach. Pierwsza część wędrówki wiedzie za znakami żółtymi. Dochodzimy do Rezerwatu „Biała Woda” utworzonego w celu ochrony zespołu skał wapiennych, które tworzą ciekawe formy. Szlak biegnie bardzo ładnym, wapiennym wąwozem. Po opuszczeniu terenu rezerwatu szlak żółty pnie się ku granicznemu grzbietowi Małych Pienin. Dochodzimy do Przełęczy Rozdziela (802 m n.p.m.), z której rozciąga się piękna panorama na Pieniny, Gorce i Beskid Sądecki (a na horyzoncie dostrzegłam Babią Górę!). Porzucamy żółte znaki i zamieniamy je na niebieskie w kierunku Przełęczy Gromadzka (938 m n.p.m.). Dochodzimy do tego miejsca mając dobry czas, pozwalamy sobie na chwilę wytchnienia podziwiając piękne widoki. Ciężko się ruszyć z miejsca kiedy tak się dobrze siedzi. Powrót do Jaworek mamy zaplanowany czerwonym szlakiem, szlakowskazy wskazywały czas przejścia na dwie godziny. I w tym czasie dotarliśmy do celu. Może w to nie uwierzycie patrząc na zdjęcia, ale praktycznie na całej trasie było pełno błota, trudno było znaleźć miejscami suche przejście, co skutecznie spowalniało tempo marszu. Jednak sama trasa była bardzo przyjemna z pięknymi punktami widokowymi. Cudowny dzień za nami.

Trasa: Jaworki – Rezerwat „Biała Woda” – Przełęcz Rozdziela – Przełęcz Gromadzka – Jaworki.

IMG_8346

ciągle pada

IMG_8279

Nic tak nie irytuje człowieka jak prognoza pogody, która się nie sprawdziła. Pochmurne niebo owszem miało być ale deszczu ani kropli. Tymczasem padało mocniej niż wczoraj. Ale o tym przekonaliśmy się dopiero na szlaku. Taka aura ma swoje zalety. Na całym odcinku naszej wycieczki spotkaliśmy tylko 5 osób. Za to natknęliśmy się na salamandrę plamistą, która zagrodziła nam drogę na szczyt Sokolicy, cel dzisiejszej wyprawy. Kilka razy już spotkałam salamandrę na szlaku. Zawsze było po deszczu. Odnoszę wrażenie, że płaz ten uwielbia taką pogodę. Kiedy przestało padać w lesie zaczęła unosić się para, która wprowadziła mroczny nastrój i to akurat w pobliżu ruin zamku pienińskiego. Okazuje się, że taka pogoda odkrywa zupełnie inne oblicze gór. Niezwykle zjawiskowe, pokazujące jakie są majestatyczne. Praktycznie całą trasę pokonaliśmy w milczeniu, miałam chwilę dla siebie. Pod koniec wyprawy nastąpiła krótka wymiana zdań i ostatecznie nakreślenie nowych celów w terapii Miłosza. Już wiele razy poruszaliśmy ten temat, ale dziś już wiemy co mamy robić dalej. Moja intuicja podpowiada mi, i słusznie, że czas na kolejne zmiany. Mimo urlopu moje myśli są skupione na dziecku.

IMG_8252  IMG_8271  IMG_8245  20140827_114430

na niepogodę Beskid Sądecki

W czasie deszczu dzieci się nudzą? Miłosza to nie dotyczy. Dzisiaj o poranku niebo było zachmurzone, ale dla naszej rodziny to nie powód do tego aby siedzieć w domu. Wyruszyliśmy na wyprawę! Liczyliśmy się z tym, że pod koniec wakacji może nas spotkać deszczowa pogoda, dlatego mąż wybrał z listy krótką wycieczkę, która w większości prowadziła lasem. Krościenko nad Dunajcem to miejsce, z którego szlaki prowadzą aż do trzech różnych pasm górskich: Pieniny, Gorce, Beskid Sądecki. Nasz dzisiejszy cel to Bereśnik (843 m n.p.m.) szczyt w Paśmie Radziejowej w Beskidzie Sądeckim. Udało się zrobić pętlę, wykorzystując do tego szlak lokalny, który jak się okazało był bardo dobrze oznakowany. Deszcz lekko padał, a korony drzew skutecznie chroniły nas przed nim jakbyśmy mieli rozłożony wielki parasol. Przy bacówce pod Bereśnikiem zaświeciło słońce. Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że w tak małej bacówce oprócz standardowego wyposażenia były aż dwa foteliki do karmienia dzieci. Dzięki temu Miłosz mógł zjeść sam posiłek jak przystało na prawdziwego turystę.

Można wymyślać przepisy i regulaminy. Można tłumaczyć, wyjaśniać, że po co, przecież pada, ale może lepiej zaufać zdrowemu rozsądkowi? On najlepiej doradzi i podpowie. Warto było wziąć dziecko i pójść, gdzie oczy poniosą, zdobywać szczyty, być bliżej nieba, choć pada. I najlepszy lek, jak się okazuje radość zaczyna nam krążyć w krwiobiegu. Udała nam się wycieczka, ostatecznie trafiliśmy w okno pogodowe. Chyba jako rodzina zasłużyliśmy na chwilę wytchnienia i relaksu.

IMG_8192  IMG_8195
IMG_8214  IMG_8215

 

w słowackich Pieninach

IMG_8184

Już dawno wiedziałam, że jeśli zdecyduje się na dłuższy wyjazd w góry z dzieckiem to w miejsce, które znam. Krościenko nad Dunajcem odkrywam drugi raz na nowo. Z rodziną. 5 lat temu byłam tu w podróży poślubnej. Jak ten czas szybko leci! Mariuszowi udało się w krótkim czasie zaplanować trasy i wycieczki na miarę naszych możliwości. Tak aby Miłosz był zadowolony, a rodzice szczęśliwi. Mówi się, że Pieniny są jednym z najpiękniejszych i najbardziej malowniczych pasm górskich w Polsce, dlatego nie miałam wątpliwości co do tego aby powrócić w to samo miejsce. Okazuje się, że jest jeszcze kilka malowniczych szlaków górskich, które po raz pierwszy odkryję z synem i mężem. Jak dla mnie to brzmi bardzo zachęcająco.

Dzisiaj Miłosz przekroczył granicę, niekoniecznie własnych możliwości (tu już mu niewiele brakuje), a granicę naszego państwa. Jako cel wybraliśmy sobie najwyższy szczyt Płaśnie (słow. Plašná 889 m n.p.m.). leżący w słowackich Pieninach, na terenie Pienińskiego Parku Narodowego. Wycieczka była bardzo udana. Po pierwsze mogłam się wyspać. Nigdzie się nie spieszyłam. Byłam spokojna, a za oknem świeciło słońce, co zapowiadało dzień bez deszczu. Mimo, że na szlak trafiliśmy dość późno, udało nam się zrealizować zamierzony plan w całości. Miłosz okazał się świetnym kompanem. Bardzo się cieszył i rozglądał się ciekawie na boki, jak tylko tata ruszył szlakiem pod górę. Na trasie było pusto. Bez przepychania się łokciami, bez głośnych rozmów, bez schroniska po drodze. Było przepięknie.  A Trzy Korony, symbol Pienin był cały czas na wyciągnięcie ręki. Schodząc ze szlaku zobaczyliśmy coś, co zaparło nam dech w piersiach. Zupełnie niespodziewanie, nie wiadomo skąd, nagle wybiegło tuż przed nami stado jeleni! Wyglądało jakby przed czymś uciekały, tyle że nikt ich nie gonił.

IMG_8123  IMG_8133IMG_8183  IMG_8155

pozdrowienia z Pienin

O wyjeździe w góry myślałam już dawno. Ale jak to w życiu bywa zawsze zdarzało się coś, co uniemożliwiało nam realizację tego planu. Aż trudno uwierzyć, że ostatni raz zdobywałam szczyt w maju. Jednak teraz jest inaczej. Wszystko ułożyło się tak, że nie można postąpić inaczej jak tylko wyjechać. Po pierwsze Miłosz jest po operacji więc ma przerwę w rehabilitacji, poza tym fizjoterapeutka syna i tak jest na urlopie. Po drugie ja też jestem na dwutygodniowym urlopie. Z pracy w ramach Zakładowego Funduszu Świadczeń Rodzinnych mogłam sfinansować w dużej części wyjazd dla mojej rodziny, co znacznie ułatwiło podjęcie decyzji. Mariuszowi też należy się chwila wytchnienia i zmiana otoczenia. Jestem w górach. Całkowicie oderwana od codzienności. Od domu i obowiązków. Mam zamiar nacieszyć się chłopakami i nabrać dystansu do pewnych spraw. Patrzę przez okno i nie mogę uwierzyć. To się dzieje naprawdę. Góry są na wyciągnięcie ręki. Jestem szczęśliwa. Przez najbliższe dni będę zdobywała górskie szczyty. W planach jest również co najmniej jedna wycieczka rowerowa. Pozdrowienia z Pienin!

odpowiedź na apel

Nie sądziłam, że po opublikowaniu mojego apelu będzie natychmiastowa reakcja. A przecież mówi się potocznie, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Coś w tym musi być. W ostatnim czasie każdy na swój sposób chciał nam pomóc, wesprzeć, powiedzieć dobre słowo. Są osoby które wpłaciły pieniądze na subkonto Miłosza, są ci co podarowali ubranka, książki i zabawki, są osoby które się modlą i przesyłają dobrą energię. Ci, którzy są blisko i ci, którzy równie mocno wspierają nas na odległość. Czuje całym sercem, że jesteście i wspieracie nas!

Została zorganizowana akcja pomocy dla Miłosza przez Monikę i Łukasza. Małżeństwo. A jednak dwie odrębne osobowości, dwa głosy, dwie opinie i zgoda w podjęciu decyzji o słuszności pomagania, są to osoby, które rozsiewają wokół siebie niesamowicie dobrą aurę. Po przeczytaniu apelu, głośno zaczęli mówić o naszych problemach w swoim środowisku: rodzinie, znajomym, w pracy, na osiedlu. To, że człowiek może odkryć w sobie chęć niesienia pomocy potrzebującym, wiedziałam. A to co się działo przez ostatnie kilka dni to naprawdę ewenement, że młodzi ludzie decydują się na podjęcie takiego wyzwania. Zaangażowanie, praca, entuzjazm, zapał i poświęcenie. Są efekty! Są wpłaty na subkonto Miłosza. Są zabawki dla Miłosza. Poprosiłam o pomoc, a otrzymuje w zamian niesamowitą energię i wiarę w ludzi. A wszystko oparte na prostych zasadach dobroci i poczuciu, że nie jest się samemu, że można liczyć na kogoś obok. Możemy się od nich uczyć aktywności i pozytywnego podejścia do otaczającej nas rzeczywistości. Nie liczą na oklaski. Chyba największą nagrodą dla nich samych jest możliwość zrobienia czegoś dla innych, satysfakcja i poczucie spełnienia. A ja mogłam się skupić na byciu mamą i spełnianiu podstawowych potrzeb syna jak to robią inni rodzice.

Po opublikowaniu apelu Miłosz otrzymał pomoc finansową w wysokości 1,6 tys. złotych i 100 euro, co pozwoli nam na finansowanie dalszej rehabilitacji i leczenia syna. W ludziach jest moc! Bardzo wam wszystkim dziękuję i chcę, żebyście wiedzieli, że bardzo to doceniam!

IMG_20140822_142628.911  IMG_20140822_143012.706

lekcja anatomii

Miłosz rozumie coraz więcej poleceń. Naukę rozpoczęłam od najprostszych słów: „weź” i „trzymaj”. Później doszły: „podaj” i „rzuć”. Stopniowo podnosiłam poprzeczkę. Dzisiaj jesteśmy na etapie pokazywania poszczególnych części ciała. I tak Miłosz potrafi wskazać gdzie ma włoski, gdzie jest ucho, gdzie są kciuki i nóżka. No i oczywiście gdzie jest Miłosz (choć to nie zawsze się udaje). W nauce wykorzystywałam naturalne odruchy syna. Jeżeli zauważyłam, że łapie się za głowę, zadawałam pytanie „gdzie Miłoszek ma włoski”. Po krótkim czasie zaczął kojarzyć pytanie z odpowiedzią. I tak właśnie wyglądają nasze lekcje anatomii. Przed nami mnóstwo pracy; kolanka, nosek, stopy, brzuszek i wiele, wiele innych słodkich części ciała mojego synka.