Miesięczne archiwum: Kwiecień 2015

1%

Przed nami długi majowy weekend. Odpoczynek, wyjazdy, spotkania ze znajomymi. Majówka to niewątpliwie rewelacyjny czas na wiosenne rozpieszczanie…

Nie zapominamy jednak o tym, że dziś nastąpił koniec rozliczenia się z US. Niezależnie, czy rozliczenie PIT jest składane papierowo czy elektronicznie, dzisiaj mija termin. A wraz z nim skończyła się możliwość przekazania 1% swojego podatku dla Miłosza. Tym którzy zdecydowali się i podarowali 1%, rozwiesili plakaty, rozdali ulotki, kalendarzyki i zakładki oraz mówili głośno o Miłoszu dziękujemy za to. Teraz czekamy aż do października na wynik, wtedy zostaną zaksięgowane pierwsze środki pochodzące z rozliczeń podatkowych za rok 2014.

na dworze

Najlepsza zabawa to ta na dworze. Korzystamy z tego, co podsuwa otoczenie. Miłosz naprawdę nie potrzebuje wiele. Dotykanie drzewa lub trawy, zielonych listków, zbieranie stokrotek, podnoszenie z ziemi patyczków, to nie tylko świetna zabawa ale i wsparcie dla jego rozwoju. Na otwartym terenie, na dworze to jeszcze trudniejsze chodzić na nogach. Wertepy, różnorodność podłoża, otwarta przestrzeń, lawina bodźców, odległości. Od kiedy syn zaczął chodzić samodzielnie jest niezmiernie zajętym człowiekiem. Dzisiejsze wyjście to dla Miłosza okazja do badania granic, stymulacja wyobraźni, udoskonalenie chodzenia po nierównym podłożu. Poznawanie otaczającego go świata. Życie zaczyna być fascynującą przygodą, przeszkody są po to aby je pokonywać, a wyzwania są po to, aby się z nimi zmierzyć.

IMG_1505  IMG_1503
IMG_1491  IMG_1498
IMG_1525  IMG_1494

tor z przeszkodami

Miłosz posiada nowy sprzęt rehabilitacyjny do doskonalenia nauki chodzenia. Mamy w domu zrobiony we własnym zakresie tor z przeszkodami. Jest to przyrząd, który składa się z 4 pachołków dopasowanych do wysokości i postury Miłosza, 2 kątowników i 8 sztuk taśm kablowych. Konstrukcja jest stabilna gdy leży na macie, solidna i dobrze wykonana. Przyrząd jest funkcjonalny, zajmuje mało miejsca, a koszt jego wykonania nie przekroczył 100 zł. W porównaniu z ofertą, która jest na rynku sporo zaoszczędziliśmy.

Fotorelacja z testowania nowego sprzętu przez Miłosza pod okiem fizjoterapeuty:

IMG_1408  IMG_1409
IMG_1410  IMG_1411
IMG_1414  IMG_1413

hipoterapia

Pamiętacie Krecika?

Miłosz jako podopieczny Regionalnej Fundacji Pomocy Niewidomym w Chorzowie od kwietnia ponownie ma możliwość korzystania z hipoterapii. Po przerwie jesienno-zimowej wróciliśmy do zajęć z Krecikiem. Hipoterapia to wyjątkowa i niepowtarzalna metoda usprawniania dzięki obecności konia – współ­te­ra­peuty. Koń i jego ruch dają zupeł­nie nowe i nie­spo­ty­kane w innych meto­dach tera­peu­tycz­nych możliwości. Syn w ubiegłym roku nawiązał niezwykłą więź z Krecikiem, dzięki czemu wspo­maga roz­wój samo­dziel­no­ści i wzmac­nia poczu­cie wła­snej war­to­ści. Świat widziany z koń­skiego grzbietu jest więk­szy i pięk­niej­szy. Obcowanie z tym dużym, impo­nu­ją­cym, przy­ja­ciel­skim zwie­rzę­ciem ma niezwykły wpływ na Miłosza.

IMG_1480  IMG_1474

codzienne decyzje i działania

Miłosz samodzielnie chodzi. Jeszcze się z tym oswajam. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

Nawet o tym nie śniłam, nie myślałam, to był temat zbyt odległy, nie na teraz. A dlaczego nie? Dlatego, że Miłosz miał bardzo trudny start. Nie wystarczyło mieć nadzieję, uwierzyć, że się uda. Myślałam racjonalnie, bałam się i jednocześnie zabrałam się do pracy. Dzisiaj są tego efekty. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, miło i przyjemnie. Było i jest niewątpliwie ciężko.

Stały rytm dnia wprowadzaliśmy z mężem od pierwszego dnia, kiedy Miłosz pojawił się w domu. Sami wypracowaliśmy sobie schemat organizacyjny dosłownie na każdy dzień tygodnia. Każda godzina jest wypełniona do granic możliwości. Miłosz chętnie współpracuje i jest zadowolony, że świat kręci się wokół niego. Praktycznie całkowicie zrezygnowaliśmy z życia towarzyskiego.

Miłosz nie ma taryfy ulgowej. Jeśli samodzielne usiadł, musiał to pokazać kilka razy. Wtedy wiedzieliśmy, że to nie był przypadek. I tak jest z każdą nowo nabytą umiejętnością. To co osiągnął, czasami przez niektóre osoby jest nazywane cudem. A ja wiem swoje. To dzięki ogromnej ciężkiej pracy nas: rodziców i rehabilitanta, Miłosz teraz chodzi. To tylko my wiemy, że czas, który poświęciliśmy dziecku przyniósł niezwykłe efekty. Nadal jesteśmy zdeterminowani, pierwsze samodzielne kroki nie robią niepotrzebnego zamieszania w głowie. Jesteśmy może zbyt surowi, ale jednocześnie świadomi, że to nie wystarczy, to jest za mało. Walczymy o jego samodzielność. Pod tym hasłem kryje się zapewne jeszcze odległe marzenie. Czy uda się je zrealizować? Wyznaczamy kolejny etap. Uczymy Miłosza języka. Chcemy, żeby mówił. To jeszcze nie koniec naszej drogi.

Uzyskanie przez syna samodzielności, to jedno z najtrudniejszych zadań, jakim przyszło nam sprostać jako rodzicom. Codzienne decyzje i działania, jakie podejmujemy, przybliżają nas do celu. Czy nam się uda? To pytanie, na które nie da się odpowiedzieć dzisiaj. Można jednak odnaleźć swoje sposoby myślenia i zachowania, które towarzysząc nam na co dzień, pomogą nam przetrwać ten trudny czas.

Pamiętam o niewyczerpanych pokładach troski i wsparcia (również materialnego) ze strony rodziny, przyjaciół, lekarzy, współpracowników, sąsiadów, znajomych i obcych. Inwestujecie w Miłosza. A inwestycja, jak wiadomo, nie musi generować „zysków” w sposób natychmiastowy. W przypadku Miłosza wymaga czasu. I wielu pokładów cierpliwości. Powiększacie swój „majątek” (Ja to widzę patrząc na syna) i jednocześnie pielęgnujecie w sobie empatię i zrozumienie. Chcę aby ta inwestycja przyniosła zyski nam wszystkim, bo dzięki niej budujemy lepsze relacje, dostrzegamy piękno otaczającego nas otoczenia, doceniamy to co mamy, cieszymy się chwilą.

Dziękujemy.

schody

Za nami pierwsze próby pokonywania jednej z trudniejszych do przebycia przeszkód: schody. Chodzenie po schodach wymaga bowiem utrzymywania równowagi na jednej ugiętej nodze. Miłosz powoli kształci i utrwala w sobie nową umiejętność. Bez problemu wchodzi po schodach trzymany za ręce, wchodząc po stopniach stara się stawiać nogi na przemian. Jeśli robi to sam, to trzyma się poręczy z lekką asekuracją i dostawia nogi do siebie. Wchodzi więc na stopień najpierw jedną nogą, a potem dostawia do niej drugą. Tak samo w dół.

Nasza obecność przy pierwszych samodzielnych próbach Miłosza do jego samodzielności jest ogromną, obopólną radością. Radość syna jest duża, gdy jego osiągnięcia znajdują nasze uznanie. Poczucie fizycznego i psychicznego bezpieczeństwa mobilizuje Miłosza do dalszych prób. Brawo!

IMG_1033  IMG_1034  IMG_1035
IMG_0966  IMG_0969  IMG_0967

domowe przedszkole

Od początku tego roku mamy swoje domowe przedszkole! Do grupy należą Miłosz i Adaś. Jak do tego doszło? Wszystko za sprawą Moniki. Opowiedziałam jej o tym, że Miłosz potrzebuje mieć systematyczny kontakt z rówieśnikami, a my nie znamy nikogo. Podpowiedziała, że na naszym osiedlu mieszka Adaś i podała mi numer telefonu do jego mamy Ani. Zadzwoniłam, porozmawiałam i tak to się wszystko zaczęło. Niewątpliwie moja rodzina ma wielkie szczęście do spotykania dobrych ludzi na swojej drodze.

Systematyczne spotkania z Adamem, sprawiają, że Miłosz przede wszystkim się uczy, naśladuje. To, czego dziecko doświadcza podczas integracji społecznej w grupie rówieśniczej jest równie istotne jak wiedza, jaką zdobywa. Był czas na adaptację i oswojenie się, bo Miłosz wcześniej nie miał do czynienia z rówieśnikami. Za nami pierwsze problemy z komunikacją, pierwsze uczucia i rozczarowania. Miło patrzeć jak Miłosz nawiązuje kontakt ze swoim nowym kolegą, jest to niewątpliwie rozwojowy proces. Po kilku spotkaniach widać ich wspólną zabawę, która sprawia dzieciom przyjemność. Zyskują umiejętności takie jak: zdolność słuchania i wyrażania potrzeb, empatia i współczucie, współpraca, nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktów, reagowanie na środowisko zewnętrzne.

Ponadto dziecko zostaje postawione przed koniecznością właściwego rozpoznawania uczuć osób trzecich. Sami wiemy, że w życiu nie zawsze wszystko jest czarne lub białe, Miłosz zostaje po raz pierwszy postawiony przed koniecznością wysnuwania wniosków z sytuacji nie do końca klarownych.

IMG_0995  IMG_0996
IMG_1010  IMG_1011
IMG_1138  IMG_1149IMG_1162  IMG_1165

w górach

IMG_1365

Wyruszyłam w góry, tego właśnie mi było trzeba. Goniona chęcią wyrwania się z miasta, zapędziłam się z moją rodziną na szlak górski i w tej chwili stwierdzam, że był to bardzo dobry pomysł. Oglądam zdjęcia, przywołuję przyjemne wspomnienia, gdy po ciepłym dniu, słońce powoli schowało się za horyzontem, cieszę się, że zdobyłam kolejny szczyt do mojej kolekcji. Wszechogarniająca cisza, śpiew ptaków, niezliczona ilość kroków, piękne krajobrazy i przestrzeń dodała mi pozytywnej energii. Choć w tej chwili czuję ogromne zmęczenie fizyczne to i tak nie ma większego znaczenia, przecież to minie, a cała reszta zostanie w mojej głowie. Ostatnie tygodnie były dla mnie szczególnie ciężkie. Były momenty gdy miałam ochotę wrzeszczeć i uciekać stąd gdzie pieprz rośnie, a z drugiej strony starałam się jak mogłam jakoś z tym walczyć. Z różnym efektem. Taki dzień jak dziś dał mi niesamowitego kopa, psychicznie czuję się jak nowo narodzona. Wróciłam w góry, wreszcie robię to co lubię, więcej czuję, wreszcie się w czymś sprawdzam, dobrze mi z tym. I na pewno wyjdzie mi to na zdrowie.

IMG_1362  IMG_1337IMG_1323  IMG_1374

Zdobyte szczyty:
– Kotarz (974 m n.p.m.)
– Grabowa (907 m n.p.m.)
– Horzelica (797 m n.p.m.)

Dystans: 17 km
Czas: 5h