Miesięczne archiwum: Wrzesień 2015

neurolog

Mamy za sobą ostatnią z dwóch wizyt zaplanowanych na ten rok u neurologa prowadzącego Miłosza od jego narodzin.

Po badaniu podmiotowym (wywiad) i badaniu ogólnym dziecka neurolog informuje nas, że Miłosz ma urodę „wiotkiego dziecka”. W praktyce oznacza to:
– wiotkie stawy,
– brak stabilizacji centralnej (potrzeba ruchu oraz stabilizacji obwodowej),
– zmienne napięcie mięśniowe (zależne od rosnącej masy mięśniowej i emocji).

Miłosz w marcu był obserwowany w kierunku diplegi, dzisiaj dowiedzieliśmy się, że przechodzi to w postać hemiplegi (lewostronnej).

Sama wizyta trwała jak zwykle bardzo długo, specjalista udzielił nam wyczerpujących odpowiedzi na zadawane pytanie dotyczące syna.

W dalszych zaleceniach mamy stosować ćwiczenia zarówno te asymetryczne jak i te na aktywizację lewej ręki – Miłosz generalnie lewą stronę ma gorszą, problem ten widoczny jest zwłaszcza w lewej rączce. Jeżeli nie uda się poprawić motoryki lewej ręki w przyszłości problem może być rozwiązany za pomocą fibrotomii (rok 2016). Zgodnie z zaleceniami zastosujemy u Miłosza jeszcze gipsy hamujące oraz terapię za pomocą butów narciarskich (czekamy na sezon, aby zaopatrzyć się w odpowiedni sprzęt), a do tego czasu będziemy nadal korzystać z obciążników na kostki oraz z plecaka z odpowiednio ciężkim wypełnieniem. Wszystko po to, aby poprawić funkcje lewej strony ciała Miłosza. To ogólny zarys planu prac do wykonania na kolejne miesiące.

Ludzie z zewnątrz widzą chodzące dziecko i pytają się, czego chcę więcej? Jeszcze będę długo odpowiadać, że owszem syn potrafi samodzielnie chodzić, jednak trzeba popracować nad jakością tego chodu. To nie będzie ani łatwa, ani przyjemna droga, tu nie ma miejsca na skróty. Tylko solidne fundamenty pozwolą osiągnąć wzorzec jak najbardziej zbliżony do prawidłowego. Jako świadomi rodzice wiemy, że rehabilitacja nie kończy się wraz z postawieniem dziecka na nogi. Tak na prawdę dopiero teraz zaczyna się etap, w którym możemy wykorzystać zbudowane już solidne podstawy i pomóc osiągnąć synowi pełną samodzielność.

Następną wizytę zaplanowaliśmy dopiero w przyszłym roku.

spadek formy

Stare porzekadło mówi, że „sport to zdrowie”, jednak w prowadzonej rehabilitacji ruchu u Miłosza, jak w życiu: zdarzają się wzloty i upadki.

Spadek formy może spotkać każdego. Miłosz praktycznie każdego dnia ma czas, który przeznacza na aktywność fizyczną, możemy tego nie zauważyć, jednak ćwicząc regularnie i kontrolując osiągnięcia dziecka odkrywamy, że kilkanaście dni wakacyjnej przerwy, sprawiły, że nieco pogorszyły się jego wyniki.

Traktujemy przerwę w rehabilitacji jakby jej nie było i wracamy do planu treningowego. Nie
próbujemy nadrobić straconych terapii ruchu. Zobaczymy co będzie za kilka dni. Mamy świadomość, że Miłosz ma spadek formy, teraz potrzebujemy czasu, żeby ją odzyskać i wyciągnąć wnioski. Aby móc odpowiedzieć na pytanie, co było przyczyną? Oby wspomnienia z pięknych wakacji w Bieszczadach nie zatarły się po dzisiejszym spotkaniu z szarą rzeczywistością i przeszkodami, które trzeba pokonać.

magiczne Bieszczady

To już koniec wakacji, wróciliśmy do domu. Tegoroczny wyjazd w Bieszczady był drugim wielodniowym wyjazdem z Miłoszem w góry. Nie bałam się. Rok temu w Pieninach Miłosz chętnie wyruszał z nami w góry i tym razem było tak samo. Wychodzenie w góry każdego dnia z Miłoszem przynosiło nowe wyzwania i proszę wierzyć mi na słowo nie było to wbrew pozorom monotonne jakby się mogło wydawać.

Już rok temu wiedziałam, że chcę pojechać w Bieszczady pod koniec lata. To było pewne. Pewne było jeszcze to, że będziemy mieli co jeść, bo Babcia przygotowała pyszne obiady na wakacyjny wyjazd. Wszystko inne było ze znakiem zapytania. Urlop miał być na początku września, został przesunięty. Pogoda zapowiadała się piękna, przed samym wyjazdem zmieniła się. Chcieliśmy wynająć pokój w Wetlinie, okazało się, że w tym terminie zabrakło tam miejsc noclegowych. Ostatecznie na dwa dni przed planowanym wyjazdem znalazłam miejsce, wyjątkowe i spokojne, z dala od drogi, blisko lasu z widokiem na połoniny. Tutaj gospodarze zatroszczyli się o nas i o nasze potrzeby. W ich domu jest do wynajęcia 5 pokoi, aż trudno uwierzyć, że przy pełnym obłożeniu w domu panuje cisza. Ta wszechogarniająca cisza jest tutaj niezwykła. HranycA to miejsce, które powinno się reklamować hasłem „niebo do wynajęcia, z widokiem na raj”.

W czasie naszych ośmiu wędrówek górskich przeszliśmy dokładnie 105 km (przekroczyliśmy magiczne 100 km). Zdobyliśmy 16 szczytów. Wykonaliśmy łącznie 653 zdjęć, które będą nam przypominać wakacyjny pobyt w Bieszczadach. Mariusz zaliczył jeden upadek, Miłosz trzy. Zarówno ojciec jak i syn wyszli z nich cali i zdrowi, skończyło się na małych zadrapaniach i guzach. Na szlakach natknęliśmy się na kozy, owce, konie, jaszczurki, salamandry i psy pasterskie, jeleni nie widzieliśmy za to słychać je było dosłownie każdej nocy. Nie natknęliśmy się na szczęście na żadnego niedźwiedzia, choć znaków ostrzegawczych było sporo.

Dla mnie ten wyjazd był pod każdym względem magiczny i w mojej pamięci pozostanie wyjątkowy. To były pierwsze góry, w które przyjechałam z Mariuszem. Osiem lat temu. Tak zaczęła się moja miłość do gór i do męża. Niewątpliwie to była dla mnie podróż sentymentalna, wróciłam w to ukochane miejsce z moją rodziną w szóstą rocznicę ślubu. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego prezentu z tej okazji. To był wyjątkowy prezent. To czas bezwzględnej beztroski, czas bezkresnych wędrówek z pięknymi widokami. Na pewno będziemy wracać w to piękne pasmo górskie i liczę na to, że nie będzie to za kolejne osiem lat.

pocztowka-palaszewski-049_
pocztowka-palaszewski-050_

Dwernik Kamień

IMG_6060

Padało w nocy i pada o poranku, prognoza pogody sprawdziła się. Nie jest to jednak dla nas przeszkodą nie do pokonania. Wyruszamy na wyprawę, wybieramy krótki szlak, jako cel naszej wycieczki obieramy szczyt Dwernik Kamień (1004 m n.p.m.). Trasa, a raczej ścieżka przyrodniczo-dydaktyczna, z racji swojego położenia nie jest tak oblegana przez turystów, jak inne bieszczadzkie szlaki. Na tym szlaku czeka na turystów wiele przystanków z drewnianymi ławeczkami, na których można odpocząć po trudach wędrówki wraz z tablicami informacyjnymi. Po drodze mijamy znak „UWAGA niedźwiedzie”. Tereny Dwernika są jednymi z ulubionych ich miejsc. Po przeczytaniu takiego ostrzeżenia dalszej wędrówce towarzyszył nam dreszczyk emocji. Nieco ponad godzinne podejście nie zostało nam wynagrodzone wspaniałymi widokami, bo wokół unosiła się gęsta mgła. Jednak mimo tego, wejście na szczyt jest godne polecenia, nawet jeśli widoczność jest prawie zerowa. Po pokonaniu całej trasy wydawać by się mogło, że to jeden z najpiękniejszych i jeden z najbardziej dzikich szczytów w Bieszczadach. Mimo, że słońce przykryły wielkie ciemne chmury, liście delikatnie uginały się przed kroplami deszczu, mgła przeszła w mżawkę to miało swój urok podczas naszej rodzinnej wędrówki.

IMG_6066
IMG_6071  IMG_6074  IMG_6080  IMG_6049

Bukowe Berdo

20150924_105225_Pano
20150924_132147_Pano
Wszyscy wiedzą, że najpiękniejszą porą roku w Bieszczadach jest jesień. Dlatego właśnie na tę porę roku został zaplanowany nasz wakacyjny wyjazd w to pasmo górskie. W dniu dzisiejszym naszym głównym celem było Bukowe Berdo, gdzie jeszcze nigdy nie byliśmy. Mówi się, że w Bieszczadach najpiękniejsza jest Połonina Wetlińska, czy trasa przez Halicz, Rozsypaniec na Tarnicę, do tego zacnego grona warto dodać koniecznie szlak przez Bukowe Berdo i Krzemień z widokiem na Tarnicę. Nigdzie nie ma tylu skałek, które co chwila wyłaniają się z wysokich traw, są niezwykłe efektowne, a wędrowanie po nich niezwykle widowiskowe. Stąd można podziwiać malownicze panoramy. Te stosunkowo nietypowe dla tych gór skaliste szczyty są często lekceważone przez turystów i ostatecznie niedoceniane. Partie grzbietowe poniżej połoniny masowo porasta krzewiasta forma jarzębiny, co szczególnie efektownie wygląda właśnie o tej porze roku, gdy dojrzeją na czerwono jej owoce. Po przejściu całego grzbietu Bukowego Berda obniżamy się na chwilę, a potem znów wędrujemy w górę, żeby spocząć pod masywem Krzemienia. Wędrówka szlakiem wijącym się wśród skałek i jarzębinowych zagajników, widoki zapierające dech to wszystko zostawia niezapomniane wrażenia.

IMG_5906
IMG_5909
IMG_5954
IMG_5998
IMG_6002
IMG_6005

Połonina Wetlińska

20150923_124020_Pano

W Bieszczady przyjechałam przede wszystkim po niezapomniane widoki. Te najpiękniejsze znalazłam w paśmie Połoniny Wetlińskiej. Wystarczyło wyjść ponad górną granicę lasu, aby podziwiać cały świat w ciepłych, jesiennych tonacjach. Rano był nieco zachmurzony, a potem podświetlony delikatnym, ciepłym wrześniowym słońcem. Wędrówka grzbietem Połoniny Wetlińskiej należy niewątpliwie do najwspanialszych szlaków turystycznych w Bieszczadach. Niezwykłe kolory, wiatr, który fantastycznie przeczesuje bieszczadzkie trawy, słońce, ciepło, błękit nieba dopełniają to całe piękno. Bardzo chciałabym abyście również poczuli to co ja dzisiaj, dlatego dodałam nieco więcej zdjęć, które mam nadzieję, oddadzą zachwyt jaki dzisiaj mnie ogarnął.

20150923_121857_Pano
20150923_115430_Pano
IMG_5755
IMG_5833
IMG_5784
IMG_5790
IMG_5871

Mała i Wielka Rawka

20150922_133511_Pano
20150922_133921_PanoZaplanowana na dziś trasa okazała się już w trakcie, że nie jest zbyt forsowna. Ruszamy na Rawki i Krzemieniec. Temperatura o poranku wynosiła zaledwie 4 stopnie, ale prognoza pogody zapowiadała ładny i słoneczny dzień. Wielka Rawka (1307 m n.p.m) i Mała Rawka (1272 m n.p.m) są nieodzownym punktem wielu wypraw w Bieszczady. Atrakcyjność tych szczytów oraz dobra baza szlakowa czynią Rawki IMG_5594miejscem często odwiedzanym przez wielu turystów, świadczy o tym dość duża ilość osób spotkanych na szlaku. Na szczytach znajdują się rozległe połoniny. Natomiast panorama rozciągająca się z Rawek jest chyba jedną z najpiękniejszych i najbardziej znanych w Bieszczadach. Będąc na szczycie możemy bez przeszkód spoglądać w każdym kierunku i obserwować zarówno polskie jak i ukraińskie szczyty. To jeszcze nie koniec wyprawy, w planach mamy jeszcze zdobycie jednego szczytu. Powoli ruszamy w kierunku Krzemieńca. Szlak między Wielką Rawką a Krzemieńcem nie jest zbyt ciekawy. Najpierw schodzi się stromo w dół, a następnie nadrabia tę stratę wysokości stromym podejściem. I tak dochodzimy na szczyt Krzemieńca (1221 m n.p.m.), na którym stykają się terytoria trzech państw: Polski, Słowacji i Ukrainy. Zdobyliśmy cel. Po krótkiej przerwie wracamy tą samą trasą. Osiem lat temu pokonanie tej trasy było dla mnie bardzo dużym wyzwaniem. Dzisiaj już nie!

IMG_5573  IMG_5618
IMG_5624  IMG_5628
IMG_5634  IMG_5639
IMG_5677  IMG_5598

pozdrowienia z wakacji

Zamiast tradycyjnej pocztówki z wakacji przesyłamy elektroniczną:

Kochani!
Przesyłamy Wam wakacyjne pozdrowienia z magicznych Bieszczad. Dużo wędrujemy po górach, zdobywamy szczyty, spacerujemy, bawimy się i korzystamy z życia pełnymi garściami. Do szczęścia brakuje nam tutaj tylko… Was!

M.J.M. Pałaszewscy

pocztowka-palaszewski-051_

Jasło

20150921_112822_Pano

W planach mieliśmy dość długą trasę trwającą około 7 godzin (nie licząc przerw): Cisna – Rożki – Worwosoka – Małe Jasło – Szczawnik – Jasło – Okrąglik – Przełęcz nad Roztokami Górnymi – Roztoki Górne – Cisna. Dlatego, że wędruje z nami małe dziecko zdecydowaliśmy się odwiedzić tylko dwa szczyty z w/w wymienionych, a tym samym skrócić czas wędrówki po górach.

Skorzystaliśmy z tego, że „mieszkamy” w Strzebowiskach na zboczu góry, dlatego wyruszamy stąd bezpośrednio na szczyt Jasło. To będzie dzisiaj nasza baza wypadowa. Tym razem nie korzystamy ze znakowanego szlaku, a kierujemy się leśnymi ścieżkami prosto do celu. Wcześniej potwierdziłam u Gospodarza informację czy z tego miejsca można się tam dostać, po otrzymaniu odpowiedzi twierdzącej, zdecydowaliśmy się skorzystać właśnie z tej opcji.

Wycieczka tą drogą będzie niedługa, ale bardzo atrakcyjna. Na trasie wiodącej na jeden z najładniejszych bieszczadzkich szczytów jest wiele miejsc, z których możemy podziwiać dalekie widoki. Osiągamy szczyt o wysokości 1029 m n.p.m. (bez nazwy) i wędrujemy dalej przed siebie, niedługo potem widzimy przed sobą wierzchołek Jasła (1153 m n.p.m.). Z tego miejsca rozpościera się wspaniała panorama we wszystkich kierunkach. Uwagę najbardziej przyciągają połoniny. Na pierwszym planie widać Smerek, dalej Połoninę Wetlińską, Połoninę Caryńską. Z drugiej strony widać Wielką Rawkę. Dopiero na szczycie Jasła widać znakowaną trasę. Z tego miejsca idąc dalej czerwonym szlakiem atakujemy Okrąglik (1101 m n.p.m.). Nacieszywszy się wspaniałymi widokami schodzimy ze szczytu i ruszamy do domu tą samą ścieżką bez znaków w kierunku Strzebowisk. Niezwykła to była wyprawa. Już wiem, że na długo pozostanie w mojej pamięci.

IMG_5375  IMG_5424
IMG_5426  IMG_5432
IMG_5451  IMG_5407

 

Jawornik

Padało całą noc. Otwierając oczy o poranku pomyślałam, że już więcej nie powinno. Przecież ile może padać? Trzeci dzień w Bieszczadach, patrząc na ciężkie chmury wiszące nad głowami wybieramy z wielu zaplanowanych tras – krótką i na niepogodę. Większość czasu dreptaliśmy ścieżką przez las. A kiedy w połowie drogi na dobre się rozpadało, to drzewa chroniły nas niczym duży zielony parasol przed kroplami spadającymi z nieba. Zdobyliśmy dzisiaj Jawornik (1047 m n.p.m.) całkowicie zalesiony szczyt w Bieszczadach Zachodnich, położony na północny wschód od Połoniny Wetlińskiej. Szlak był bardzo malowniczy, Miłosz na własnych nogach pokonał łatwy odcinek szlaku. Na górze zrobiłam Miłoszowi pamiątkową fotografię w drzewie z dziurą (Ja też mam takie, z przed ośmiu lat!). Podążając szlakiem wracam pamięcią jak to było wtedy. Jak dużo w moim życiu się zmieniło. Zastawiam się czy Miłosz również kiedyś wróci w Bieszczady, czy podąży szlakiem na Jawornik, czy będzie szukał drzewa z dziurą, aby zrobić sobie w nim pamiątkowe zdjęcie, czy będzie chciał posłuchać opowieści jak to było kiedy był tu pierwszy raz? Dzisiaj nie znam odpowiedzi. Przyjdzie jeszcze na to czas, bo przecież w Bieszczady zawsze chce się wracać.

IMG_5318  IMG_5311
IMG_5320  IMG_5323