Historia Miłosza - Blog,  Terapia

schody do samodzielności

Zdaję sobie sprawę z tego, że moje niepełnosprawne dziecko raczej nie zostanie sławnym sportowcem czy wybitnym uczonym, astronautą lub zawodowym nurkiem. Kiedy to zrozumiałam w niedługim czasie potem przekroczyłam próg przez drzwi do innego świata, który niestety  jest niedostrzegalny dla większości tych, których dzieci rodzą się i rozwijają się bez żadnych problemów. To nie oznacza, że nic już od życia nie oczekuję. Wręcz przeciwnie. Pragnę od losu dla swojego dziecka rzeczy wielkich. Bo prosząc o jego oddech, spojrzenie, o pierwsze słowo, jeden samodzielny krok, czy jedną zwykłą umiejętność Miłosza, nie tylko oczekuje rzeczy wielkich. Ale rzeczy niezwykłych. A co ważniejsze, w ostatnim czasie często staję się ich świadkiem. I to wcale nie dlatego, że dokonuje się jakieś spektakularne uzdrowienie Miłosza, to raczej wynik ciężkich, codziennych i żmudnych ćwiczeń. Ja już wiem, że to co wielkie, dzieje się niemal każdego dnia w moim domu. Kiedy patrzę na moje dziecko jestem szczęśliwa, w tym samym czasie w innym domu rodzice zdrowych dzieci potrafią się cieszyć zaledwie przez chwilę (a potem przejść do porządku dziennego), że ich dziecko zaczyna chodzić na pierwsze urodziny, w niedługim czasie biegać, aby za chwilę robić kolejną i kolejną nową rzecz w ekspresowym tempie, ja cieszę się z drobiazgów. Każda nowa umiejętność zdobyta przez syna poprzedza długi, momentami trudny, ale jakże niezwykły moment oczekiwania. Miłosz pokonuje swoje schody do samodzielności dosłownie i metaforycznie. Zastanawiasz się pewnie co to za osiągnięcie? Wielkie! To jest sukces i to jest radość, które dla mnie są wystarczającą nagrodą za zdobycie kolejnej umiejętności u mojego niepełnosprawnego dziecka.

3 komentarze

  • Mama Tosia i Jędrusia

    Kibicuję Wam bardzo! Kilka miesięcy temu trafiłam na Waszego bloga – za sprawą aminokwasów. U mojego syna w marcu zdiagnozowano padaczkę- stąd przeczesywanie internetu. Do Was wpadam co kilka dni, bardzo jestem ciekawa sukcesów Miłosza i Was – jak dla mnie wojowników. Pewnie nie zdajecie sobie sprawy jaką jesteście nadzieją i podporą dla tych którzy o Was czytają. Jeszcze nie dotarłam do Wszystkich archiwalnych wątków, ale już jestem pełna podziwu dla Waszej rodziny. Aż ciarki przechodzą na myśl przez co przeszliście… Jesteście moimi bohaterami i wzorem do naśladowania. My jako rodzice przezylismy 2 beztroskie lata, w ktorych nasz syn rozwijał się 'z opóźnieniem, ale w normie’ dziś po diagnozach wiemy skąd to opóźnienie – 'hipoplazja ciała modzelowatego’ i padaczka. Jestem na etapie ciągłej wiary, a chyba bardziej nadziei, że dogonimy rówieśników, a jeśli nie to, że Antek będzie samodzielny. Nie napisałam, że nasze dzieci są w podobnym wieku – my w ostatni dzień stycznia skończymy 3 latka. Rozpisałam się ( jak nigdy :)), ale chcę żebyście wiedzieli, że bardzo trzymam kciuki za Waszego synka. Wiem jak bardzo musi cieszyć samodzielne pokonywanie schodów ( ten etap jeszcze przed nami) i wymawaianie pierwszych słów (też nad tym pracujemy) – w morzu tylu trosk, tye radości. Pozdrawiam i czytam 🙂 Gosia

    • Justyna Palaszewska

      Dziękuję Ci za ten niezwykły gest. Od początku chciałam żeby opisywana historia Miłosza mogła zmieniać perspektywę patrzenia na dotychczasowe życie innych rodziców chorych dzieci (i nie tylko). Dać nadzieję. Wytyczyć drogę. Odnaleźć wskazówki, zainspirować się, poczuć, że nie jesteś sam. W tym moim codziennym, ostatnio zabieganym życiu, przypomniałaś mi o tym, że Ja też mogę posłużyć swoim przykładem, że moje doświadczenie na coś się przydaje. To niezwykłe uczucie. Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *