Miesięczne archiwum: Sierpień 2016

każdy ma swój Mount Everest

Siedząc w domu i wspominając miniony wyjazd w góry, patrzę na ten czas z zupełnie innej perspektywy. Jestem dumna z mojego synka, że tak świetnie sobie radził na szlaku, ale trzeba pamiętać, że mogło być zupełnie inaczej. Miłosz nie jest po prostu dzieckiem. To chłopiec, który przeszedł bardzo wiele w swoim krótkim życiu. Zdobywanie szczytów przez Miłosza z mózgowym porażeniem dziecięcym to jego krok milowy w drodze do samodzielności. Ciągle pod górę, ciągle pod wiatr. Pokonywanie szlaków nie byłoby możliwe bez Waszej pomocy. Sami nigdy nie dalibyśmy rady. Chcę podziękować wszystkim darczyńcom za wpłaty na subkonto Miłosza, dzięki którym możemy finansować jego wielokierunkową terapię. To dzięki Wam Miłosz w ciągu 8 dni mógł pokonać samodzielnie na własnych nogach 50 kilometrów! Wiem, że brzmi nieprawdopodobnie, ale właśnie tak było. Miłosz jako niepełnosprawne dziecko w górach musiał się zmierzyć z wieloma problemami. Przeszkody terenowe takie jak strome podejścia i zejścia, śliskie kamienie, wąskie ścieżki, wystające korzenie, a za pomoc jedynie ręka taty. Z pełnym podziwem, a czasami lękiem patrzyłam na każdy jego kolejny krok. Wędrówka po górach z Miłoszem uczy nas wciąż niezmiennie pokory i otwiera oczy na wiele spraw. Wspólne spędzone rodzinne wakacje to okazja do przełamania wielu barier, pokonania własnych słabości, czasami ograniczeń i chęci sięgania wyżej. I choć były to tylko Karkonosze, to Miłosz osiągnął swój Mount Everest własnych możliwości.

IMG_3704

Karkonosze

To już ostatni dzień naszego pobytu w Karkonoszach. Zmęczenie powoli daje o sobie znać. Dlatego dzisiejsza wycieczka była krótsza od pozostałych i wiodła przez szlaki, którymi szliśmy na początku naszego wypoczynku. I tak, ponownie przechodzimy na czeską stronę by podziwiać z okolic schroniska Luční bouda królującą nad okolicą Śnieżkę i pozostałe szczyty oraz Równię pod Śnieżką z malowniczymi torfowiskami z kosodrzewiną. A po polskiej stronie Kocioł Wielkiego i Małego Stawu. Niemałym wydarzeniem i zaskoczeniem był powrót, kiedy Miłosz na szlaku wyprzedził cztery dorosłe (młode!) osoby. Oczywiście szedł z tatą za rękę ale gdyby nie to nas też zostawiłby w tyle. Mój mały turysta!

IMG_3656  IMG_3671
IMG_3680  IMG_3699
IMG_3695  IMG_3717

Śnieżne Kotły

Karkonosze obleganą są niemal przez cały rok. Dla nas to duży minus, nie lubimy tłoku na szlaku. Jednak dzisiaj udało nam się wybrać taką trasę gdzie przez większość czasu byliśmy sami! Las, cisza przerywana co najwyżej szumem strumyka lub drzew, my i nasz cel: Śnieżne Kotły. Wczoraj oglądaliśmy je z góry. Tymczasem wybrana przez nas Ścieżka nad Reglami poprowadzona jest dnem obydwu Śnieżnych Kotłów. Cały szlak jest bardzo malowniczy, widoki zapierają dech w piersiach. Wybór mało popularnych tras (czytaj okrężnych) ma swoje minusy. Na szlaku spędziliśmy 9 godzin. Pomimo tego, że nie czuję nóg nie żałuję żadnej minuty spędzonej w górach!

IMG_3487  IMG_3491
IMG_3503  IMG_3508
IMG_3566  IMG_3562

Źródło Łaby

Dzisiaj ponownie postanowiliśmy zwiedzić czeską stronę Karkonoszy. Cel: Źródło Łaby. Łaba to największa rzeka Czech, która swoje źródło ma właśnie w Karkonoszach w pobliżu Łabskiego Szczytu. Ale to nie jedyna atrakcja dzisiejszego dnia. Drugą były Śnieżne Kotły.

IMG_3283  IMG_3323IMG_3329  IMG_3335IMG_3363  IMG_3393

Karkonosze – dzień 5.

Baśniowe Karkonosze pokazały nam dzisiaj całe swoje piękno. Pomimo tego, że celem nie był żaden szczyt, to wycieczka w piątym dniu obfitowała w wiele atrakcji cieszących oko spragnionego turysty. Miłosz zobaczył dzisiaj Kotki, Pielgrzymy, Słoneczniki (grupy skalne) oraz Kocioł Wielkiego i Małego Stawu. Mam nadzieję, że zdjęcia choć trochę oddadzą piękno tego miejsca.

IMG_3098  IMG_3108
IMG_3112  IMG_3117
IMG_3136  IMG_3163
IMG_3164  IMG_3183
IMG_3203  IMG_3220

Krakonoš

Nawet jeśli ktoś w Karkonoszach nie był, to na pewno o nich słyszał. A czy wiedzieliście, że większość tego pasma Sudetów leży po stronie czeskiej? Właśnie dlatego dzisiaj wyruszyliśmy zobaczyć jak Karkonosze wyglądają po drugiej stronie. Naszym celem był Krakonoš (1422 m n.p.m.).

IMG_2976  IMG_2984
IMG_3028  IMG_3073
IMG_3075  IMG_3079

Śnieżka

Dzień zapowiadał się wyśmienicie. Celem była Śnieżka (1602 m n.p.m.), najwyższy szczyt Karkonoszy. Niestety długość trasy (ponad 7 godzin na szlaku) dała nam mocno w kość. jednak wiem, że było warto dać z siebie wszystko. Miłosz również wykazał się dzisiaj ogromną wolą walki. Patrząc na uśmiech Miłosza na zdjęciach powoli ładuję akumulatory. Do jutra muszą być w pełnej gotowości!

IMG_2661  IMG_2695IMG_2917  IMG_2892IMG_2863  IMG_2715

zamek Chojnik

Uwielbiam urlop. To właśnie w tym czasie jesteśmy tylko dla siebie i nadrabiamy czas, którego brakuje w zabieganym codziennym życiu, pomiędzy posiłkami, sprzątaniem, terapią czy pracą. Lubię kiedy jest czas na wszystko. Od dawna chciałam wrócić w Sudety. Niewątpliwie jest to dla mnie podróż sentymentalna. 9 lat temu przetarliśmy szlaki w Karkonoszach, a dziś wracamy by pokazać je Miłoszowi. Zwiedzamy zamek Chojnik. W tym miejscu czas się zatrzymał. Jest dokładnie tak urokliwy jak go zapamiętałam. Ze wzruszeniem patrzę na zdjęcia wykonane wtedy i te dzisiaj.

Obraz 096  IMG_2602Obraz 095  IMG_2586Obraz 093  IMG_2580

wakacje

Ostatnie dwa miesiące to dla nas wyjątkowo emocjonujący okres. Miłoszowi udało osiągnąć bardzo wiele i to w tak krótkim czasie. Wisienką na torcie była samodzielna jazda na rowerze. Ruszyła też mowa, na którą tak długo czekaliśmy (intensywnie ćwicząc). Czas na odpoczynek! Rankiem ruszyliśmy w kierunku Karkonoszy, gdzie zameldowaliśmy się popołudniu. Aby nie tracić czasu, od razu ruszyliśmy na szlak. Trasa na Wysoki Kamień (1058 m n.p.m.) nie jest długa. Zgodnie z mapą na wejście i zejście ze szczytu trzeba przeznaczyć około 1,5h. Nam zeszło nieco dłużej o 15 minut, ale uwaga: Miłosz całą trasę (w górę i w dół) pokonał samodzielnie! Po pierwsze to najdłuższy dystans jaki pokonał (5,5km), a po drugie w czasie niewiele dłuższym niż zakłada to mapa turystyczna!

IMG_2484  IMG_2481IMG_2507  IMG_2513

Z drogi śledzie, bo Miłosz na rowerze jedzie!

Tak, to prawda. Mój syn potrafi jeździć na rowerze! Aż łezka w oku się kręci z niedowierzania, radości, zachwytu i szczęścia. Ale po kolei. Treningi rozpoczęły się w domu. Pomiędzy pokojami, po kilka minut, konsekwentnie każdego dnia, Miłosz próbował swoich sił na rowerze. Aż do wczoraj. Kiedy tata stanowczo stwierdził, że kolejny etap nauki trzeba już prowadzić na dworze. Po kolacji ruszyliśmy pełni optymizmu na boisko szkolne, na którym miejsca jest do woli. A jak mu poszło? Oto film z pierwszej jazdy!