szpital

Dotarliśmy do domu. Zabieg przeszedł dość sprawnie choć czas oczekiwania na jego wykonanie wydawał się trwać w nieskończoność. Wszystko poszło zgodnie z planem. Miłosz dzielnie zniósł wstrzyknięcia botuliny pomimo tego, że zabieg odbywał się bez narkozy, a jedynie po podaniu doustnie znieczulenia (tzw. „głupi Jaś”). Był bardzo osłabiony. Drogę powrotną niemal całą przespał. I bardzo dobrze. Teraz jest już taki jakiego go znamy, na miejscu nie usiedzi. Zdecydowanie wolę kiedy rozpiera go energia.