Historia Miłosza - Blog,  Terapia,  Wycieczki

Mały Rozsutec

Nad Małą Fatrą zaświeciło słońce! Już o 8:30 byliśmy na szlaku. To wcześnie, prawda ale plan był ambitny – Mały Rozsutec. Według mapy czekało nas co najmniej pięć godzin marszu plus odpoczynki. Podejście i zejście z samego szczytu Miłosz pokonał w nosidle. Sił miał jeszcze sporo ale nie dałby rady wspinać po łańcuchach i klamrach. Poza tym byłoby to bardzo niebezpieczne. Ja sama się bałam. Dodatkowo dochodziły do mnie co jakiś czas jęki taty. Nie ma się co dziwić. Wchodził po niemal pionowej ścianie, a na plecach miał 16 kilogramów żywej wagi plus bagaż. Widoki ze szczytu zrekompensowały nam cały trud. Zejście było równie trudne jak wejście. Na polanie pod szczytem zobaczyliśmy go w całej okazałości. Ochom i achom nie było końca. Wracaliśmy szlakiem prowadzącym przez Diery. Widoki zapierają dech w piersiach. Ilekroć pojawiały się łańcuchy, klamry czy liny stalowe Miłosz wchodził do nosidła. To był długi dzień. To był piękny dzień.

  
  
    
  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *