Wielka Racza

Rzadko zdarza nam się wolna sobota. Jeszcze rzadziej wolna sobota występuje w parze z dobrą pogodą. I dokładnie tak było dzisiaj. Nie mogliśmy tego inaczej uczcić jak tylko wyjazdem w góry. Nasz cel to znana nam już Wielka Racza w Beskidzie Żywieckim. W górskich dolinach jest już wiosna co oznaczało jedno – błoto na szlaku. Miłosz miał je po same kolana. Kiedy skończyło się błoto szliśmy po roztapiającym się śniegu i wodzie, a dalej po lodzie. Powyżej 1000 m n.p.m. zima w pełni. Uwielbiam ten szczyt. Panorama jaka się stąd rozciąga jest niesamowita. Z nostalgią spoglądaliśmy na doskonale widoczną Małą Fatrę. Nasz mały zdobywca zasłużył dzisiaj na medal. Wielka Racza to kolejny szczyt, na który sam wszedł i zszedł. Cała trasa liczyła 12,5 km.