majówka

O tym, że nie zawsze świeci słońce, przekonałam się kilka dni temu. W ostatnim czasie ciągle mieliśmy pod górkę, a zamiast rozwiązywać problemy na bieżąco, przybywało ich coraz więcej. Tego już było za dużo, nawet jak na moją skromną osobę. Ostatnie wydarzenia przypomniały mi prawdę o naszym życiu, że jest ono złożone z rzeczy prostych, zwyczajnych i z tego powinniśmy się cieszyć. Bo kiedy nauczymy się cieszyć z rzeczy małych, wtedy zaczniemy dostrzegać rzeczy wielkie. Czas spędzony z rodziną to najlepsze lekarstwo na całe zło, dlatego jak to tylko możliwe spędzamy razem wspólne  chwile z dala od domu. To pozwala nam na oderwanie się od rzeczywistości i nabranie dystansu do różnych spraw. Tym razem była to wycieczka rowerowa. Nie wyruszaliśmy daleko. Musieliśmy sprawdzić sprzęt po zimie. Nie zapomniałam jak się jeździ na rowerze, ale w kilku miejscach dzisiaj boli. Trasa wiodła okolicznymi lasami, wokół jezior i stawów. Uwielbiam ten kojący, a zarazem odświeżający zapach lasu, aromat żywicy w powietrzu wymieszany z promieniami słońca, przestrzeń i spokój. Nieplanowaną atrakcją było zwiedzanie wnętrza schronu bojowego.