Smrk w Beskidzie Śląsko-Morawskim

Rano wyruszyliśmy w kierunku Beskidu Śląsko-Morawskiego. Nie licząc Lysej Hory to pasmo jest nam całkowicie nieznane. Za cel obraliśmy Smrk. Niestety im bliżej granicy kraju tym więcej chmur na niebie. Na miejscu miałam wrażenie, że zaraz będzie padać. Na szczęście nic takiego się nie zdarzyło. Za to gęste mgły nie chciały ustąpić i towarzyszyły nam niemal do samego szczytu. Wielka nagroda należy się Miłoszowi. Dzisiaj pobił swój życiowy rekord. Cały szlak liczący 16,5 km pokonał samodzielnie! Jak dotąd był to jego najdłuższy dystans. Najbardziej zaskakujące jest to z jaką łatwością to zrobił. Myślałam, że drogę powrotną zwyczajnie prześpi ale nic z tego. W Beskid Śląsko-Morawski na pewno jeszcze wrócimy.