Finał akcji „Fotografowie dla Miłosza”

Historia Miłosza porusza wiele serc, przekonałam się o tym kolejny raz. Tym razem podczas przeprowadzonej akcji charytatywnej „Fotografowie dla Miłosza”. To jak wiele dobrego w ostatnich tygodniach spotkało moją rodzinę nie sposób opisać w kilku zdaniach. Jestem pewna, że wszystko to co się wydarzyło, to był ciąg następujących po sobie zdarzeń, które w magiczny sposób wzajemnie się uzupełniały.

Cała akcja zorganizowana została dzięki dobrej woli i ogromnym sercom, jakie okazali Marcin Kęsek, Fotografowie i Przewodnik, Sponsorzy oraz Tatromaniak, którzy dołożyli swoją cegiełkę. Mówi się, że nawet najgorsza sytuacja może przynieść coś pozytywnego. Ta ujawniła dobro wielu ludzi, którzy bezinteresownie i z wielkim zaangażowaniem, chcieli nam pomóc.

Marcin Kęsek od samego początku był pewien tego, co robi. Podziwiam go za ogromne zaangażowanie, wsparcie, zaufanie jakim nas obdarzył, za to jak potrafi bezinteresownie pomóc drugiej osobie oddając cząstkę siebie. Kiedy została podjęta decyzja o zorganizowaniu aukcji zdjęć, skontaktował się z wieloma fotografami w całej Polsce i dzięki temu zdobył ponad siedemdziesiąt wyjątkowych prac na licytację oraz wycieczkę w góry z przewodnikiem tatrzańskim. Wiele razy słyszałam od Marcina, że fotografia może pomóc. Wtedy nie sądziłam, że to wydarzenie będzie miało taki olbrzymi zasięg. Tego, co się potem stało, nie da się opowiedzieć, to trzeba przeżyć. Podczas akcji „Fotografowie dla Miłosza” Krzysztof Baraniak stworzył album i opisał akcję na profilu Tatromaniak oraz zachęcił do wspólnej pomocy. Na konto zorganizowanej w tym celu zrzutki dla Miłosza zaczęły spływać pieniądze od osób prywatnych, znajomych i zupełnie obcych ludzi.

Licytacja przeszła moje największe wyobrażenie o tym, co mogło się podczas niej wydarzyć. Odbyłam wiele znaczących dla mnie rozmów, otrzymałam niezliczone ilości komentarzy, budujące wiadomości, wsparcie, które niosą za sobą słowa, tak bardzo nam potrzebne do dalszej walki. Dzięki temu mamy motywację do zmierzenia się z kolejnymi wyzwaniami w wychowywaniu Miłosza. Były też łzy wzruszenia i wyjątkowe momenty, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

Na koniec nie mogę nie wspomnieć o wyniku licytacji. Zebrana kwota 33 tys., osiągnięta w tak rekordowo krótkim czasie, będzie przez Miłosza wykorzystywana przez następny rok,  której celem będzie dalsze leczenie i rehabilitacja dziecka. Jestem pełna nadziei, że Miłosz w przyszłości będzie mógł sam odwdzięczyć się innym za okazaną pomoc.

Dobro powraca!
Dziękujemy!