Sina 1560 m n.p.m.

Pierwszy szlak miał być rozgrzewką. Wybraliśmy krótką trasę na Siną. Trasa miała liczyć około 8 kilometrów. I tyle liczyła, jednak trudności jakie napotkaliśmy na szlaku spowodowały, że z rozgrzewki zrobił się chrzest bojowy. Początkowo szlak wiódł wąskim wąwozem wzdłuż górskiego potoku przez który co jakiś trzeba było przejść co znacznie wydłużyło czas naszego podejścia. Kiedy sforsowaliśmy dość ostre podejście na przełęcz Siną, zobaczyliśmy setki powalonych drzew. Nie poddaliśmy, szliśmy dalej. Przeszkodę trzeba było obejść. Zrobiliśmy dość duże koło ale w końcu udało się dotrzeć z powrotem na szlak. Kiedy byliśmy niemal na przełęczy okazało się że zrobiliśmy dopiero 3 kilometry. Pokonanie tego odcinka zajęło nam (uwaga!)… 3 godziny. Miłosz był wyczerpany więc tata wziął go do nosidła. Został jeszcze godzinny odcinek na sam szczyt. Niestety okazało się że na tym szlaku również jest mnóstwo powalonych drzew. Dodatkowo wiedzie on granią i niestety nie byliśmy wstanie obejść przeszkody. Zwłaszcza z dzieckiem na plecach w nosidle. Poddaliśmy się. Na szczęście widoki z samej przełęczy były na tyle imponujące, że zrekompensowały nam porażkę.