Historia Miłosza - Blog,  Wycieczki

na styku morza z górami

Ostatni pobyt Miłosza w szpitalu utwierdził nas w przekonaniu, że potrzebujemy przerwy, solidnego wypoczynku. Przełom maja i czerwca to już tradycyjnie u nas wyjazd nad morze. Tym razem zdecydowaliśmy się pojechać nieco dalej. Ponieważ Bałtyk i jego wybrzeże zwiedziliśmy całe od wschodu po zachód ruszamy na podbój Adriatyku. W sobotę późnym popołudniem dotarliśmy do Chorwacji. Naszym wyjazdem chcemy trochę przełamać stereotypy i poznać ten kraj od strony gór. Każdy kto tutaj zawita zdaje sobie sprawę jak bardzo górzysty jest to kraj jednak większość turystów czas spędza nad wodą. Czy słusznie? Już pierwszego dnia stwierdzamy, że nie!

Pierwsza wycieczka miała być nieco dłuższa, bo licząca około 16 km co miało nam zająć około 6 godzin. Ruszyliśmy spokojnym tempem od schroniska Alan w Północnym Velebicie. Nie sposób iść szybciej. Wcale nie mam na myśli stopnia trudności szlaku tylko jego piękno. Chcieliśmy się zatrzymać niemal przy każdym drzewie, zakręcie, skale, takie to wszystko piękne. Początkowo poruszaliśmy się przez wiekowy las bukowy co jakiś czas widząc morze po lewej stronie. I tak rozkoszując się widokami przeszliśmy trzy godziny. Powinniśmy być w połowie drogi tymczasem my z przerażeniem zobaczyliśmy, że mamy za sobą może jedną czwartą trasy. Zdecydowaliśmy się kontynuować naszą wędrówkę. Przecież mamy cały dzień, nigdzie nam się nie spieszy. Szlaki w Chorwacji są bardzo dobrze oznaczone, nie sposób zabłądzić ale niewiele jest informacji o nich samych. Tych w języku polskim nie ma prawie wcale. W pewnym momencie na mojej drodze stanął… niedźwiedź! Chyba był bardziej przerażony ode mnie bo od razu czmychnął w dal. Dzikość tych górach widać już od razu po wejściu na szlak. Tutaj rządzi natura. To dlatego sama trasa jest tak piękna. Pomimo jej naturalności i dzikości sam szlak jest dobrze poprowadzony i nie jest zarośnięty. W szóstej godzinie marszu zaczęliśmy się ścigać z czasem. Powinniśmy być już na miejscu, a przeszliśmy raptem połowę trasy! Do tego szlak zaczął piąć się ostro w górę, natrafialiśmy też na wiatrołomy ale o zawróceniu nie było mowy, przecież za nami są niedźwiedzie! A sądząc po napotkanych ilościach odchodów żyło ich tam całkiem sporo. Z niepokojem zerkaliśmy na mapę i odliczaliśmy ile zostało nam do zmroku. Pod koniec dnia wędrówka była bardzo męcząca, a przerwy były coraz częstsze do tego teren był naprawdę trudny. Do zmroku pozostały dwie godziny i około jednej trzeciej trasy do przejścia. Wiedzieliśmy, że nie damy rady tego pokonać. Byliśmy zbyt zmęczeni. Noc mieliśmy spędzić w górach. Uratowała nas chata Rossijevo skloniste. Znamy takie obiekty ze szlaków na Słowacji jednak te tutaj są znacznie wygodniejsze i lepiej wyposażone. W środku zastaliśmy Markusa, turystę z Niemiec. Na swoje posłanie wybrał parter, my weszliśmy na piętro po drabinie gdzie mieliśmy materac i dwie karimaty. Akurat dla nas! Niestety nie dało się rozpalić ognia w piecyku, drzewo było zbyt mokre. Szybko rozłożyliśmy się w naszym apartamencie i poszliśmy spać. Po zmroku zaczęło padać. Dobrze, że mamy dach nad głową! W pewnym momencie okazało się że nie jesteśmy sami w naszym górskim domku i nie mam na myśli Markusa z parteru. Dach był zamieszkały przez zwierzęta podobne do kuny, które co jakiś czas wychylały się przez dziurę i patrzyły na nas. Dodam, że sam dach był około metra nad naszymi głowami. Ich bieganie po poszyciu dachu co chwilę nas budziło. Po całej nocy mogę powiedzieć, że spało się całkiem wygodnie gdyby tylko było nieco cieplej. Po śniadaniu (jeden rogalik dla Miłosza) ruszyliśmy w dalszą drogę. Niestety nadal padało. Pomimo deszczu i mgieł dostrzegaliśmy piękno tych gór. Trasę mogę podzielić na kilka odcinków różniących się lasem, skałami czy otwartą przestrzenią. W Północnym Velebicie miejscami nadal leży śnieg (kto z was widział śnieg w Chorwacji!). Każdy odcinek zapiera dech w piersiach i zdecydowanie warty jest zobaczenia. Dojście do schroniska zajęło nam ponad cztery godziny i to pomimo tego, że byliśmy wypoczęci i wyspani. Na pewno nie dalibyśmy rady pokonać tej trasy wczoraj przed zmrokiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *