Archiwa autora: Justyna Palaszewska

Zbójnicki chodnik

Po wczorajszym długim i męczącym marszu zaplanowaliśmy na dzisiaj przejście dość krótkim szlakiem z Tiesňavy zwanym „Zbójnickim chodnikiem”. Po dotarciu na parking przed nami ukazała się niemal pionowa ściana. Od razu zrozumieliśmy, że łatwo nie będzie. Przejście pierwszych dwóch kilometrów zajęło nam dwie godziny! Właściwie nie było to przejście, a wspinaczka. Miłoszowi udało się pokonać cały Zbójnicki chodnik, nawet jeśli sam miał się wspinać na skałę lub wchodzić po drabince. Najbardziej emocjonujące było przejście jedną ze ścian skalnych jednak nie pionowo, a poziomo. Miejsca było akurat tyle żeby zmieściły się stopy. A w dole przepaść. Teraz rozumiem dlaczego o Małej Fatrze mówi się czasami, że to Tatry w miniaturze. Od dzisiaj Miłosz na szlak będzie zabierał obowiązkowo kask.

  
  
  
  

Mały Rozsutec

Nad Małą Fatrą zaświeciło słońce! Już o 8:30 byliśmy na szlaku. To wcześnie, prawda ale plan był ambitny – Mały Rozsutec. Według mapy czekało nas co najmniej pięć godzin marszu plus odpoczynki. Podejście i zejście z samego szczytu Miłosz pokonał w nosidle. Sił miał jeszcze sporo ale nie dałby rady wspinać po łańcuchach i klamrach. Poza tym byłoby to bardzo niebezpieczne. Ja sama się bałam. Dodatkowo dochodziły do mnie co jakiś czas jęki taty. Nie ma się co dziwić. Wchodził po niemal pionowej ścianie, a na plecach miał 16 kilogramów żywej wagi plus bagaż. Widoki ze szczytu zrekompensowały nam cały trud. Zejście było równie trudne jak wejście. Na polanie pod szczytem zobaczyliśmy go w całej okazałości. Ochom i achom nie było końca. Wracaliśmy szlakiem prowadzącym przez Diery. Widoki zapierają dech w piersiach. Ilekroć pojawiały się łańcuchy, klamry czy liny stalowe Miłosz wchodził do nosidła. To był długi dzień. To był piękny dzień.

  
  
    
  

Mała Fatra

Nastał wreszcie błogi czas odpoczynku. Jesteśmy na wakacjach! Po raz pierwszy wybraliśmy się z Miłoszem poza granicę naszego kraju. Przez cały tydzień będziemy aktywnie wypoczywać na Słowacji. Celem naszej wyprawy jest Mała Fatra. Nocujemy we wsi Terchová. Jest ona rodzinną wioską Juraja Jánošíka – najsłynniejszego karpackiego zbójnika… Póki co aura nam nie sprzyja. Jednak pomimo tego wybraliśmy się wczoraj na krótki szlak prowadzący na Pupov. Przemoczeni niemal do suchej nitki wróciliśmy do Terchowej. No cóż czasem bywa też i tak.

  
  
  

Malinowska Skała

Po powrocie z Jury zapadła decyzja „jutro jedziemy w góry”. Mimo zmęczenia, późnej pory, zaczęłam pakować plecaki, a tata w tym czasie szukał szczytu, który Miłosz mógłby zdobyć o własnych siłach. Ostatecznie wybór padł na Malinowską Skałę (1152 m n.p.m.) w Beskidzie Śląskim. Kiedy tylko dotarliśmy na parking zaczął padać deszcz, a temperatura spadła do 15 C. Wyruszyliśmy z małym opóźnieniem. Trasa była krótsza od tej sprzed tygodnia. Miłosz radził sobie doskonale. To już wytrawny turysta i to pomimo faktu, że całą drogę powrotną padał deszcz. Dla Miłosza taka wycieczka to świetny trening. Salę do integracji sensorycznej znaleźliśmy na górskim szlaku!

  
  
  
  

rowerem po Jurze

Miłosz w ostatnim czasie niemalże każdego dnia zadaje to samo pytanie: „Gdzie pojedziemy?”. A my na miarę swoich możliwości staramy się mu pomóc w tej jego chęci poznawania świata. Wczoraj zgodnie odpowiedzieliśmy synowi: „Pojedziemy na wycieczkę na Jurę!”. Dziecko się ucieszyło, choć pewnie nie wiedziało co to jest i jakie przygody go czekają. Postanowiliśmy odwiedzić kilka miejsc, w których byliśmy przed narodzinami Miłosza. Wedy trasę pokonaliśmy pieszo, a dziś rowerami całą rodziną. Dzięki temu, mogliśmy ją trochę zmodyfikować i wydłużyć, to zaleta tego środka lokomocji. To była niewątpliwie przygoda, strome zjazdy, momentami gęsty las, wokół nikogo, cisza spokój, kamienie, skały, korzenie, wielokrotnie też zmuszeni byliśmy zejść z rowerów i pchać je pod górę po bardzo trudnym terenie. Po raz kolejny okazało się także, że wybierając w naszym odczuciu skrót nie kończy się to dla nas zbyt dobrze. Ale jak zawsze tata wybawił nas i ostatecznie znalazło się wyjście z opałów (czytaj z lasu) odnajdując szlak. Jak było? Super, ale też ekstremalnie ciężko ze względu na region. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że staramy się nadążyć za potrzebami dziecka, a ono z dziecięcą radością korzysta z życia. Wieczorem znów zadał pytanie…

  
  

eeg biofeedback

W lipcu pisałam o przeprowadzonym badaniu eeg (nieinwazyjna metoda diagnostyczna służąca do badania bioelektrycznej czynności mózgu za pomocą elektroencefalografu). Wynik badania był niezbędny aby rozpocząć nową terapię. Ten etap przeszliśmy pozytywnie, dzięki czemu wczoraj rozpoczęliśmy nowe zajęcia o tajemniczej nazwie eeg biofeedback. W założeniu terapia ma usprawnić pracę mózgu, poprawić pamięć i motorykę ciała oraz zwiększyć koncentrację uwagi. A jak to się odbywa? Do głowy Miłosza przypięte zostały cztery elektrody. Następnie z uwagą i skupieniem miał oglądać na ekranie monitora animacje (wideogry). Kiedy wzrastała aktywność mózgu w pożądanym paśmie częstotliwości fal mózgowych (a więc był skoncentrowany), otrzymywał nagrodę (gra przebiegała pomyślnie, postacie były wyraźne, dźwięki czyste). Przy wzroście aktywności niepożądanych pasm, sukces znikał (obraz rozmazywał się, animacja zatrzymywała się). Każdy trening to dziesięć różnych wideogier trwających po półtorej minuty.

  
  

Wielka Rycerzowa

Proszę wszystkich o gromkie brawa. Miłosz zdobył samodzielnie swój pierwszy szczyt! Mało tego również samodzielnie z niego zszedł! Celem naszej dzisiejszej wycieczki była Wielka Rycerzowa (1 226 m n.p.m.) w Beskidzie Żywieckim. Z wejściem pomógł nam spotkany po drodze pies Grafi, którego Miłosz chciał koniecznie dogonić i pogłaskać. Ilekroć mu się udawało piesek i jego właściciele ruszali dalej, a wraz z nimi Miłosz. Po zdobyciu szczytu nie widzieliśmy u niego żadnych oznak zmęczenia. Dlatego zaryzykowaliśmy samodzielne schodzenie. Do dziewiątego kilometra szło całkiem dobrze. Później wystarczyła krótka ustna motywacja i Miłosz ruszał w dalszą drogę. Ostatnie trzy kilometry były już bardzo męczące. Przerwę robiliśmy właściwie co dwieście, trzysta metrów. Odpoczął w drodze powrotnej do domu, którą całą (dwie godziny) przespał. A kiedy wysiadł z auta powiedział „idziemy na spacer”. Niestety było to ponad nasze fizyczne możliwości. Przecież maszerowaliśmy przez prawie pięć godzin i jeśli wierzyć aplikacji mobilnej, pokonaliśmy piętnaście kilometrów. Brawa dla naszego małego mistrza!

  
  
  
  
  
  
  

półmetek

Półmetek turnusu za nami. Pora odpocząć. Z ośrodka w Ziemięcicach wyruszyliśmy na wycieczkę rowerową. Trasa wiodła przez okoliczne pola i lasy. Krótkie przystanki zrobiliśmy nad jeziorem Głębokim oraz na plaży nad jeziorem Czechowickim. Późnym popołudniem odbyło się spotkanie dzieci i rodziców w SOSW Ziemięcice. Największą atrakcją było strzelanie z karabinu! Jak na pierwszy raz poszło mi całkiem nieźle. Miłosz również mógł spróbować swoich sił. Okazało się że jest urodzonym strzelcem!

  
  
  

turnus rehabilitacyjny

W poniedziałek Miłosz rozpoczął swój pierwszy turnus rehabilitacyjny. Zajęcia odbywają się w ośrodku w Ziemięcicach z terapeutami, których Miłosz zna i przede wszystkim lubi. Przez dwa tygodnie ćwiczyć będzie z fizjoterapeutą, neurologopedą oraz terapeutą SI. Dodatkowo zaplanowano również zajęcia z hipoterapii oraz dogoterapii. Rehabilitacja odbywa się popołudniu, rano Miłosz do końca lipca będzie chodził do przedszkola. Na fizjoterapii nasz mały bohater będzie ćwiczył w kombinezonie Dunag. Natomiast neurologopeda planuje skupić się z Miłoszem na trzech aspektach:

1. Ćwiczenia artykulacyjne w tym ustawiane artykulatorów do wywoływania głosek i utrwalanie głosek już wywołanych, intensywne ćwiczenia języka i warg w celu poprawy kinestezji narządów artykulacyjnych.

2. Dalsze programowanie języka: ćwiczenia tworzenia rozbudowanych wypowiedzi, kontynuacja tworzenia wypowiedzi na bazie rozumienia związków przyczynowo-skutkować,  czas przeszły i przyszły.

3. Ćwiczenia logorytmiczne mające na celu poprawę słuchu fonematycznego, melodii, rytmu i tempa wypowiedzi, ale również spontaniczności werbalnej, kreatywności a także wspomaganie ruchem werbalizacji.