Archiwa kategorii: Blog

szturm na Piekary

W Piekarach Śląskich w ramach II Nocnego Półmaratonu i Nocnej Dychy odbył się bieg dla dzieci. To pierwszy raz kiedy Miłosz startował w mieście, w którym mieszka. Planowany dystans biegu to około 200 m, jednak ostatecznie został on wydłużony przez organizatora. Trasa biegła wokół stadionu i podobno wynosiła około 400 m. Wydłużony dystans dał przewagę Miłoszowi. Wiemy, że kondycję ma dobrą. Część dzieci płakała i ostatecznie rezygnowała w połowie biegu. Dla Miłosza to świetna zabawa do samego końca. Wielka brawa i słowa uznania.

  
  

mikropolaryzacja

Rozpoczęliśmy dzisiaj nowy cykl mikropolaryzacji. Przez najbliższe 10 dni mózg Miłosza będzie stymulowany za pomocą prądu stałego. Terapię stosujemy od września ubiegłego roku i kontynuujemy o kolejne cykle co trzy, cztery miesiące. To wystarczająco długi okres aby pokusić się o podsumowanie. Minął niemal rok, rozwój Miłosza nabrał tempa, poprawę a czasami wręcz skok widać na każdej płaszczyźnie. Jednak daleka jestem od stwierdzenia, że zawdzięczamy to tylko mikropolaryzacji mózgu. Moim zdaniem ta terapia ma pomóc w osiąganiu lepszych efektów podstawowej rehabilitacji ruchowej czy logopedycznej. Tylko systematyczność i konsekwencja w wielokierunkowej rehabilitacji przynoszą pożądane efekty.

Ostredok 1167 m n.p.m.

Dzień zaczęliśmy od zwiedzania Jaskini Lodowej. Trochę komercji, tłumy ludzi, to zdecydowanie nie dla nas. Po wyjściu szybko oddaliśmy się, aby zdobyć nasz dzisiejszy cel – Ostredok. Szczyt nie jest wysoki (1167 m n.p.m.) szlak również nie jest specjalnie długi. Naszą wycieczkę zamknęliśmy pętlą liczącą 9,5 km. Na uwagę zasługuje fakt, że dzisiejszą wędrówkę Miłosz pokonał w całości samodzielnie.

  
  
  

Ohniste 1538 m n.p.m.

Kolejna wycieczka za nami. Nasz cel to Ohniste (1538 m n.p.m.). Jego główną atrakcją jest skalna brama na szczycie o wysokości 10 metrów. Szlak nie jest trudny technicznie jak na warunki tatrzańskie. Jednak aby do niego dotrzeć trzeba pokonać odcinek 11 km. A teraz uwaga – Ohniste to kolejny szczyt, który Miłosz zdobył samodzielnie! Mało tego. Ostatecznie pokonał dzisiaj aż 16 km. Jednak nie dystans jest istotny, a styl w jakim to zrobił. Jakość chodu zarówno pod górę jak i z góry była rewelacyjna. Problem pojawiał się jedynie kiedy trzeba było iść po kamieniach, np. kiedy szlak prowadził niemal korytem rzeki. Jesteśmy z niego bardzo dumni. Tatry Niżne to naprawdę trudne i wymagające góry.

  
  
  

Chopok 2024 i Dumbier 2046 m n.p.m.

Miłosz po raz pierwszy w swoim życiu zdobył dwutysięcznik! Chopok (2024 m n.p.m.) i Dumbier (2046 m n.p.m.) to najwyższe szczyty Tatr Niżnych i najwyższe na jakich Miłosz był do tej pory. Na Chopok wjechaliśmy kolejką linową, a dokładnie trzema. Dalej pozostał marsz na Dumbier. Prowadzi tam szlak, na którym ułożono skalne bloki, mniejsze i większe. Dla dorosłej osoby nie stanowią one problemu. Co innego dziecko, zwłaszcza takie które ma problemy tak jak Miłosz. Wędrówka była wyczerpująca. Niemal w co drugim, trzecim kroku Miłosza, noga  zamiast na kamieniu lądowa w szczelinie pomiędzy nimi. Ostatecznie samodzielnie pokonał tylko połowę trasy z 9,5 kilometrowej wędrówki.

  
  
  

Poludnica 1549 m n.p.m.

Jest! Udało się! Pierwszy szczyt w Tatrach Niżnych zdobyty samodzielnie przez Miłosza! Okazała się nim Poludnica (1549 m n.p.m.) i chociaż już na parkingu po wyjściu z auta Miłosz powiedział „tata weź mnie na ręce” to odpowiednia motywacja sprawiła, że ostatecznie wszedł sam na szczyt gdzie otrzymał od nas gromkie brawa. Sama Poludnica warta jest polecenia. Widok zapiera dech w piersiach. Szlak miał być krótki takie były plany, ale tak dobrze się szło że ostatecznie zmieniliśmy trasę i zamknęła się pętlą liczącą 16 km. Trochę za dużo. Trasy w Tatrach Niżnych są bardziej wymagające. Czuję to w swoich nogach. Bolą mnie mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia.

  
  

Krakova hola 1752 m n.p.m.

To był trudny dzień w całości spędzony na szlaku, ale jednocześnie cudowny. Chociaż nie czuję nóg i pewnie jutro będę stękać to warto było. Naszym celem była Krakova hola (1752 m n.p.m.). Początkowo szlak był bardzo przyjemny i nic nie zapowiadało nadchodzących problemów. Niestety znowu w kilku miejscach szlak był całkowicie zawalony drzewami. Straciliśmy sporo czasu i sił aby pokonać wszystkie przeszkody i wcale nie byłam pewna czy za chwilę któraś z nich okaże się być nie do przejścia. Choć szlaki w Tatrach Niżnych uważam za wymagające to Miłosz świetnie dawał sobie radę. Niestety nie udało mu się zdobyć szczytu samodzielnie. Zabrakło mu dokładnie 800m (około 20 minut). Wydaje się być mało ale nie dałby już rady. Na całej trasie odpoczywał jeszcze kilka razy w nosidle (biedny tata). Widoki ze szczytu jak i pod szczytem zachwycające. Jak na dłoni mieliśmy Małą Fatrę. Mogliśmy wspominać zeszłoroczną wyprawę. Oprócz tego doskonale widoczne Tatry Zachodnie i Wysokie (szczyty w chmurach) Wielki Chocz, czy Babia Góra. Cała dzisiejsza trasa liczyła prawie 19 km. Mam nadzieję, że na jutro mój maż przygotował coś krótkiego.

  
  

Sina 1560 m n.p.m.

Pierwszy szlak miał być rozgrzewką. Wybraliśmy krótką trasę na Siną. Trasa miała liczyć około 8 kilometrów. I tyle liczyła, jednak trudności jakie napotkaliśmy na szlaku spowodowały, że z rozgrzewki zrobił się chrzest bojowy. Początkowo szlak wiódł wąskim wąwozem wzdłuż górskiego potoku przez który co jakiś trzeba było przejść co znacznie wydłużyło czas naszego podejścia. Kiedy sforsowaliśmy dość ostre podejście na przełęcz Siną, zobaczyliśmy setki powalonych drzew. Nie poddaliśmy, szliśmy dalej. Przeszkodę trzeba było obejść. Zrobiliśmy dość duże koło ale w końcu udało się dotrzeć z powrotem na szlak. Kiedy byliśmy niemal na przełęczy okazało się że zrobiliśmy dopiero 3 kilometry. Pokonanie tego odcinka zajęło nam (uwaga!)… 3 godziny. Miłosz był wyczerpany więc tata wziął go do nosidła. Został jeszcze godzinny odcinek na sam szczyt. Niestety okazało się że na tym szlaku również jest mnóstwo powalonych drzew. Dodatkowo wiedzie on granią i niestety nie byliśmy wstanie obejść przeszkody. Zwłaszcza z dzieckiem na plecach w nosidle. Poddaliśmy się. Na szczęście widoki z samej przełęczy były na tyle imponujące, że zrekompensowały nam porażkę.

  
  
  

wakacje

Nareszcie możemy odpocząć. Na miejsce wypoczynku wybraliśmy Liptovsky Mikulas na Słowacji. Przez najbliższe dni naszym celem będą szczyty Tatr Niżnych. Pogoda na jutro nie zapowiada się ciekawie ale kto wie, może mimo to wybierzemy się na szlak. A jeśli nie to przydomowy ogród naszej kwatery jest na tyle ciekawy, że i w niepogodę będzie ciekawie.

  
  

koniec roku przedszkolnego

Piątek to ostatni dzień dla Miłosza spędzony w przedszkolu. To również dobry czas na krótkie podsumowanie, jak sobie w nim radził przez ostatnie kilka miesięcy. Z relacji wychowawcy wiemy, że postępy Miłosza są ogromne pod względem wszystkich obszarów. Miłosz stał się bardziej śmiały, podchodzi do dzieci i się z nimi bawi, wprawdzie trwa to chwilę ale jest to spontaniczna zabawa samego Miłosza z dziećmi. Wypowiada mnóstwo nowych słów na tyle zrozumiale, że Panie w przedszkolu nie musza już się domyślać, co chce powiedzieć. Sam bez pomocy zjada wszystkie posiłki łącznie z zupą. Oczywiście są jeszcze czynności, w których wymaga niewielkiej pomocy, takich jak np. ubieranie się, jednak jestem przekonana, że i w tych sferach Miłosz zacznie robić stopniowo postępy. Miło jest usłyszeć od wychowawcy,  że syn jest bardzo miłym i inteligentnym dzieckiem. Szafka opróżniona. Nazbierała się cała torba. Od jutra wakacje! Odpoczynek też jest ważny, choć za dziećmi pewnie będzie tęsknił.