Archiwa kategorii: Przygoda

kucharz mały

Jednym z ulubionych miejsc Miłosza jest kuchnia. I nie ma znaczenia czy chodzi o gotowanie, czy zmywanie. Dlatego kiedy przedszkole uruchomiło warsztaty kulinarne nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że to jest coś właśnie dla niego. Podczas zajęć dzieci uczą się jak ważne jest odżywianie i jak łatwo można, samodzielnie lub z pomocą osoby dorosłej przygotować smaczną kulinarną ucztę.

  
  

bieg pluszaka

Do biegu, gotowi, start! W Zabrzu odbyła się dzisiaj siódma edycja charytatywnego Biegu Pluszaka. Zimno, deszcz i lekki wiatr spowodował, że na starcie stawili się tylko najtwardsi zawodnicy. Wśród nich nie mogło zabraknąć Miłosza.

  
  

Południowy Groń

To już koniec naszej górskiej wyprawy na Małą Fatrę. Na ostatni dzień zaplanowaliśmy trasę prowadzącą malowniczym szlakiem przez Chleb, Hramove, Steny aż na Południowy Groń. Powrót przez dolinę Vratna. Warto zaznaczyć, że był to jedyny szlak, który Miłosz przeszedł cały samodzielnie. Mała Fatra to jedno z najpiękniejszych pasm górskich w jakich byliśmy. Na pewno jeszcze tu wrócimy. Trochę jeszcze zostało szczytów do zdobycia. Z czystym sumieniem mogę polecić wam wszystkim przyjazd tutaj. Nie są to łatwe góry, zwłaszcza dla dzieci. Dlatego jeśli dopiero zaczynacie górską przygodę, Małą Fatrę zostawcie na później.

  
 
  
  

Wielki Rozsutec

Podczas wielu górskich wycieczek, tych bliższych i tych dalszych, często widywaliśmy pasmo słowackiej Małej Fatry. Najbardziej urzekał nas charakterystyczny szczyt Wielkiego Rozsutca, który na liście najwyższych szczytów Małej Fatry zajmuje dopiero piąte miejsce, a na naszej liście życzeń podczas tych wakacji zajmował na pewno pierwsze. Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie. Trasa którą dzisiaj pokonaliśmy to nie spacer. Na szlaku spędziliśmy dziewięć godzin! Kiedy tylko zaczęły się skały Miłosz skorzystał z nosidła. Trasa od przełęczy Medziholie jest trudna dla każdego. A co dopiero dla kogoś z dzieckiem na plecach. Kiedy weszliśmy na sam szczyt, kilkunastu turystów biło gromkie brawa dla taty Miłosza. To co zrobili niewątpliwie na długo pozostanie w moim sercu, a tata Miłosza po dzisiejszym dniu zasługuje na medal. Pozostało jeszcze zejście do przełęczy Medzirozsutce, które Miłosz również pokonał w nosidle, a dalszą trasę z przełęczy już samodzielnie. I tu mała niespodzianka – trzeba było za nim biec!

  
  

Wielki i Mały Krywań

Najwyższy szczyt Małej Fatry został zdobyty! Skorzystaliśmy dzisiaj z kolejki linowej, którą dostaliśmy się prawie pod sam szczyt Wielkiego Krywania, z którego ruszyliśmy dalej w kierunku Pekelnika i Małego Krywania. Tam przerwa na posiłek. Jedząc kanapki całą Małą Fatrę mieliśmy jak na dłoni. I co chwila nazywaliśmy kolejno szczyty lub pasma gdzie już byliśmy – na horyzoncie Beskidy, na prawo Tatry, a przed nimi Góry Choczańskie, dalej Tatry Niżne, Wielka Fatra (jeszcze tam nie byliśmy), a po lewej Strażowskie Wierchy. Wracając każdy z nas co chwila się potykał. Trudno patrzeć pod nogi kiedy ma się przed sobą taki widok.

  
  
  
  

Kraviarske

Góry i lasy „zapłonęły” dzisiaj dla nas. Wszystko za sprawą nocnej ulewy. Mieliśmy nadzieję, że to tylko poranna mgła zwiastująca dobrą pogodę dlatego wybraliśmy dość długi szlak prowadzący przez trzy szczyty (Baraniarky, Zitne i Kraviarske). Największym problemem było błoto. Dało nam się dotkliwie we znaki. Czasami było jak na lodowisku. Trasa była na tyle wyczerpująca, że jeszcze przed pierwszym szczytem Miłosz skapitulował. Odpoczywał w nosidle ponad dwie godziny. Dopiero schodząc dał się przekonać na samodzielny marsz. Kiedy podchodziliśmy do ostatniego szczytu mgły się rozproszyły. Wielki Rozsutec wyglądał jak wulkan w czasie erupcji. Mała Fatra jest piękna.

  
  
  
 

Zbójnicki chodnik

Po wczorajszym długim i męczącym marszu zaplanowaliśmy na dzisiaj przejście dość krótkim szlakiem z Tiesňavy zwanym „Zbójnickim chodnikiem”. Po dotarciu na parking przed nami ukazała się niemal pionowa ściana. Od razu zrozumieliśmy, że łatwo nie będzie. Przejście pierwszych dwóch kilometrów zajęło nam dwie godziny! Właściwie nie było to przejście, a wspinaczka. Miłoszowi udało się pokonać cały Zbójnicki chodnik, nawet jeśli sam miał się wspinać na skałę lub wchodzić po drabince. Najbardziej emocjonujące było przejście jedną ze ścian skalnych jednak nie pionowo, a poziomo. Miejsca było akurat tyle żeby zmieściły się stopy. A w dole przepaść. Teraz rozumiem dlaczego o Małej Fatrze mówi się czasami, że to Tatry w miniaturze. Od dzisiaj Miłosz na szlak będzie zabierał obowiązkowo kask.

  
  
  
  

Mały Rozsutec

Nad Małą Fatrą zaświeciło słońce! Już o 8:30 byliśmy na szlaku. To wcześnie, prawda ale plan był ambitny – Mały Rozsutec. Według mapy czekało nas co najmniej pięć godzin marszu plus odpoczynki. Podejście i zejście z samego szczytu Miłosz pokonał w nosidle. Sił miał jeszcze sporo ale nie dałby rady wspinać po łańcuchach i klamrach. Poza tym byłoby to bardzo niebezpieczne. Ja sama się bałam. Dodatkowo dochodziły do mnie co jakiś czas jęki taty. Nie ma się co dziwić. Wchodził po niemal pionowej ścianie, a na plecach miał 16 kilogramów żywej wagi plus bagaż. Widoki ze szczytu zrekompensowały nam cały trud. Zejście było równie trudne jak wejście. Na polanie pod szczytem zobaczyliśmy go w całej okazałości. Ochom i achom nie było końca. Wracaliśmy szlakiem prowadzącym przez Diery. Widoki zapierają dech w piersiach. Ilekroć pojawiały się łańcuchy, klamry czy liny stalowe Miłosz wchodził do nosidła. To był długi dzień. To był piękny dzień.

  
  
    
  

Mała Fatra

Nastał wreszcie błogi czas odpoczynku. Jesteśmy na wakacjach! Po raz pierwszy wybraliśmy się z Miłoszem poza granicę naszego kraju. Przez cały tydzień będziemy aktywnie wypoczywać na Słowacji. Celem naszej wyprawy jest Mała Fatra. Nocujemy we wsi Terchová. Jest ona rodzinną wioską Juraja Jánošíka – najsłynniejszego karpackiego zbójnika… Póki co aura nam nie sprzyja. Jednak pomimo tego wybraliśmy się wczoraj na krótki szlak prowadzący na Pupov. Przemoczeni niemal do suchej nitki wróciliśmy do Terchowej. No cóż czasem bywa też i tak.