Archiwa kategorii: Przygoda

Malinowska Skała

Po powrocie z Jury zapadła decyzja „jutro jedziemy w góry”. Mimo zmęczenia, późnej pory, zaczęłam pakować plecaki, a tata w tym czasie szukał szczytu, który Miłosz mógłby zdobyć o własnych siłach. Ostatecznie wybór padł na Malinowską Skałę (1152 m n.p.m.) w Beskidzie Śląskim. Kiedy tylko dotarliśmy na parking zaczął padać deszcz, a temperatura spadła do 15 C. Wyruszyliśmy z małym opóźnieniem. Trasa była krótsza od tej sprzed tygodnia. Miłosz radził sobie doskonale. To już wytrawny turysta i to pomimo faktu, że całą drogę powrotną padał deszcz. Dla Miłosza taka wycieczka to świetny trening. Salę do integracji sensorycznej znaleźliśmy na górskim szlaku!

  
  
  
  

rowerem po Jurze

Miłosz w ostatnim czasie niemalże każdego dnia zadaje to samo pytanie: „Gdzie pojedziemy?”. A my na miarę swoich możliwości staramy się mu pomóc w tej jego chęci poznawania świata. Wczoraj zgodnie odpowiedzieliśmy synowi: „Pojedziemy na wycieczkę na Jurę!”. Dziecko się ucieszyło, choć pewnie nie wiedziało co to jest i jakie przygody go czekają. Postanowiliśmy odwiedzić kilka miejsc, w których byliśmy przed narodzinami Miłosza. Wedy trasę pokonaliśmy pieszo, a dziś rowerami całą rodziną. Dzięki temu, mogliśmy ją trochę zmodyfikować i wydłużyć, to zaleta tego środka lokomocji. To była niewątpliwie przygoda, strome zjazdy, momentami gęsty las, wokół nikogo, cisza spokój, kamienie, skały, korzenie, wielokrotnie też zmuszeni byliśmy zejść z rowerów i pchać je pod górę po bardzo trudnym terenie. Po raz kolejny okazało się także, że wybierając w naszym odczuciu skrót nie kończy się to dla nas zbyt dobrze. Ale jak zawsze tata wybawił nas i ostatecznie znalazło się wyjście z opałów (czytaj z lasu) odnajdując szlak. Jak było? Super, ale też ekstremalnie ciężko ze względu na region. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że staramy się nadążyć za potrzebami dziecka, a ono z dziecięcą radością korzysta z życia. Wieczorem znów zadał pytanie…

  
  

Wielka Rycerzowa

Proszę wszystkich o gromkie brawa. Miłosz zdobył samodzielnie swój pierwszy szczyt! Mało tego również samodzielnie z niego zszedł! Celem naszej dzisiejszej wycieczki była Wielka Rycerzowa (1 226 m n.p.m.) w Beskidzie Żywieckim. Z wejściem pomógł nam spotkany po drodze pies Grafi, którego Miłosz chciał koniecznie dogonić i pogłaskać. Ilekroć mu się udawało piesek i jego właściciele ruszali dalej, a wraz z nimi Miłosz. Po zdobyciu szczytu nie widzieliśmy u niego żadnych oznak zmęczenia. Dlatego zaryzykowaliśmy samodzielne schodzenie. Do dziewiątego kilometra szło całkiem dobrze. Później wystarczyła krótka ustna motywacja i Miłosz ruszał w dalszą drogę. Ostatnie trzy kilometry były już bardzo męczące. Przerwę robiliśmy właściwie co dwieście, trzysta metrów. Odpoczął w drodze powrotnej do domu, którą całą (dwie godziny) przespał. A kiedy wysiadł z auta powiedział „idziemy na spacer”. Niestety było to ponad nasze fizyczne możliwości. Przecież maszerowaliśmy przez prawie pięć godzin i jeśli wierzyć aplikacji mobilnej, pokonaliśmy piętnaście kilometrów. Brawa dla naszego małego mistrza!

  
  
  
  
  
  
  

w lesie

Lato to najlepsza pora, by wprowadzić dziecko w fascynujący świat przyrody. Wycieczka do lasu może obfitować w inspirującą zabawę małego odkrywcy. Dzisiaj Miłosz zbierał szyszki, patyki, kamyki, oglądał jak wygląda kora z bliska. Sprawdził też dokładnie ile jest drzew w lesie (czyt. dużo). Słuchał jak cicho śpiewają ptaki i jak głośno latają samoloty. A jutro będziemy sobie opowiadać co widział, ciekawa jestem ile zapamiętał z tej lekcji przyrody.

Bieg pLUsZAKA

O Miłoszu można już mówić jak o profesjonalnym biegaczu. A to za sprawą wzięcia udziału w kolejnym biegu. Tym razem był to „Kolorowy VI Zabrzański Bieg Pluszaka”. Każdy uczestnik na starcie otrzymał pluszaka, a na mecie medal oraz dyplom. Dzisiejszy bieg był wyjątkowy. Miłosz przebiegł cały dystans bez zatrzymywania, równym tempem. Może to za sprawą dobrej kondycji, a może chciał zaimponować nowo poznanej koleżance.

Uczestnictwo w imprezach takich jak ta dzisiejsza jest dla nas ważne. Niepełnosprawność nie musi oznaczać zamknięcia w domu, izolacji od środowiska i skupienia się na chorobie. Udział w biegach jest takim momentem, w którym nasz syn przełamuje bariery i stereotypy dotyczące niepełnosprawności. Chciałabym aby Miłosz stał się dzieckiem, które dla innych może być wzorem do naśladowania, motywując osoby niepełnosprawne do wyjścia poza własne, narzucane chorobą ograniczenia, ale też dla ludzi zdrowych, przybliżając im trudy dnia codziennego jakim stawiać muszą czoła takie osoby, pobudzając empatię oraz przypominając jak cennym darem jest życie i zdrowie.

  
  
  

II Bieg Świetlików

W Siemianowicach Śląskich odbyła się dzisiaj druga edycja Biegu Świetlików. Całodniowej imprezie towarzyszyły również biegi dla dzieci. Miłosz wraz z innymi uczestnikami (roczniki 2011 i młodsze) biegł na dystansie 200 metrów. Na mecie każdy otrzymał medal. Tym razem Miłosz dobiegł jako ostatni uczestnik. Ale przecież nie chodzi tutaj o rywalizację. Cieszę się że może biegać razem z innymi, zdrowymi dziećmi.

Na wyróżnienie zasługuje organizator biegów (MK Team). Były to najlepiej zorganizowane biegi w jakich dotąd uczestniczyliśmy.

        
  

rowerem na Hel

To już ostatni dzień naszego urlopu. Na dzisiaj zostawiliśmy najbardziej ambitny plan. Rowerem na Hel! Samochód zostawiliśmy na parkingu w Chałupach, a stamtąd już na rowerach przez całą Mierzeję Helską. Początek trasy aż do samej Jastarni jest wyjątkowo malowniczy ponieważ prowadzi zaledwie kilka metrów od linii brzegowej. A dlaczego plan był ambitny? Otóż trasa tam i z powrotem to 60 kilometrów! Nie czuję nóg ale jestem dumna z nas, że daliśmy radę. Teraz tylko spakować walizki i w drogę.

  
  
  

rowerem po Kaszubach Północnych

Kaszuby Północne to podobno raj dla rowerzystów. Sami również zaliczamy się do tej grupy osób dlatego postanowiliśmy sprawdzić ile jest prawdy w tym stwierdzeniu. Pierwsze próby rozpoczęliśmy już wczoraj od przejazdu Zatoką Pucką, przez którą wiedzie Międzynarodowy Szlak Rowerowy Wokół Bałtyku R-10. Dzisiaj kontynuowaliśmy jego eksplorację. Trasę rozpoczęliśmy w Dębkach gdzie przy okazji podziwialiśmy malownicze ujście rzeki Piaśnicy. Ilość turystów w tym miejscu przeraziła nas na tyle, że czym prędzej pojechaliśmy dalej w kierunku Białogóry. Trasa wiodła wzdłuż Rezerwatu Białogóra. Słoneczna pogoda, cisza i spokój. Zatrzymała nas… czapla. Wogóle się nas nie bała. Stała obok nas dosłownie na wyciągniecie ręki. Minęliśmy Białogórę i skierowaliśmy się w kierunku Osieczki, a następnie na plażę, na której rozbiliśmy obóz i wypoczywaliśmy do późnego popołudnia. Było pięknie.

  
  
      
  

kapryśna pogoda

Ach, cóż to był za dzień! Zacznę od początku. Nasze plany na dzisiaj musieliśmy kolejny raz zmienić. Wszystko za sprawą kapryśnej pogody. Jednak nasz animator czasu wolnego (to zadanie taty) jest przygotowany również na niepogodę. Wyruszyliśmy w kierunku Żarnowca, a dokładniej do kompleksu Kaszubskie Oko, na terenie którego znajduje się wysoka na 44 metry wieża widokowa. Nagrodą za pokonanie 212 schodów są piękne widoki najbliższej okolicy, farmy wiatrowe, jezioro Żarnowieckie, a na horyzoncie Bałtyk. Nad samym brzegiem jeziora znajduje się skansen wsi kaszubskiej w Nadolu. Jego zwiedzanie miało zakończyć nasze wycieczki na dzisiaj jednak pogoda okazała się dla nas łaskawa dlatego postanowiliśmy zrobić jeszcze krótką wycieczkę rowerową. Wybraliśmy szlak z Władysławowa do Pucka, który biegnie niemal brzegiem Zatoki Puckiej. Jechało nam się tak dobrze, że wydłużyliśmy ją aż do Rzucewa gdzie dotarliśmy do odwiedzanej już przez nas Osady Łowców Fok. Po drodze postanowiliśmy skorzystać ze skrótu, przynajmniej tak nam się wydawało. Pokonaliśmy 18 kilometrów, a czekało nas jeszcze drugie tyle na powrót. Do domu wróciliśmy po 20. Wyczerpani, straszliwie głodni ale za to szczęśliwi.

  
  
  
  
  

prawdziwe wakacje

Po wczorajszym aktywnym dniu postanowiliśmy nieco zwolnić tempo, w końcu jesteśmy na wakacjach i mamy wypoczywać. Dzień rozpoczęliśmy od wizyty w Jastrzębiej Górze. Duże wrażenie zrobił na nas Jastrzębski klif. To najwyższy klif na polskim wybrzeżu Morza Bałtyckiego. Ze względu na imponującą wysokość na jaką się wznosi (33 metry) jest doskonałym punktem widokowym. Kolejnym przystankiem na dzisiejszej wycieczce była Gwiazda Północy, czyli najdalej wysunięte na północ miejsce w Polsce. Nie mogliśmy ominąć latarni morskiej w Rozewiu, do której doszliśmy ścieżką przyrodniczą „Przez wąwozy i klify Rozewia”. To prawdziwie górskie klimaty nad morzem. Z samej latarni doskonale widać Półwysep Helski. W dalszych planach był relaks na plaży, jednak ta w Rozewiu nie przypadła nam do gustu. Dlatego przenieśliśmy się nieco dalej, a konkretnie do Rezerwatu Widowo, który znajduje się pomiędzy Karwią i Dębkami. To był strzał w dziesiątkę. Jak na razie to najpiękniejsza plaża na jakiej byliśmy w te wakacje. Odważyliśmy się nawet wejść do wody. Było cudownie! Na koniec dnia Miłosz w szałasie szamana odprawiał czary aby pogoda nam dopisała do końca urlopu. Z jakim skutkiem przekonamy się sami.