Archiwa kategorii: Przygoda

majówka

O tym, że nie zawsze świeci słońce, przekonałam się kilka dni temu. W ostatnim czasie ciągle mieliśmy pod górkę, a zamiast rozwiązywać problemy na bieżąco, przybywało ich coraz więcej. Tego już było za dużo, nawet jak na moją skromną osobę. Ostatnie wydarzenia przypomniały mi prawdę o naszym życiu, że jest ono złożone z rzeczy prostych, zwyczajnych i z tego powinniśmy się cieszyć. Bo kiedy nauczymy się cieszyć z rzeczy małych, wtedy zaczniemy dostrzegać rzeczy wielkie. Czas spędzony z rodziną to najlepsze lekarstwo na całe zło, dlatego jak to tylko możliwe spędzamy razem wspólne  chwile z dala od domu. To pozwala nam na oderwanie się od rzeczywistości i nabranie dystansu do różnych spraw. Tym razem była to wycieczka rowerowa. Nie wyruszaliśmy daleko. Musieliśmy sprawdzić sprzęt po zimie. Nie zapomniałam jak się jeździ na rowerze, ale w kilku miejscach dzisiaj boli. Trasa wiodła okolicznymi lasami, wokół jezior i stawów. Uwielbiam ten kojący, a zarazem odświeżający zapach lasu, aromat żywicy w powietrzu wymieszany z promieniami słońca, przestrzeń i spokój. Nieplanowaną atrakcją było zwiedzanie wnętrza schronu bojowego.

  
  
  

ścianka wspinaczkowa

Od października wtorkowe popołudnia Miłosz spędza na ściance. Do domu wracam pierwsza przed chłopakami. Czekam na nich niecierpliwie, a w myślach nurtuje mnie oczywiste pytanie: „Jak sobie dzisiaj poradził?”. Kiedy wrócili uśmiechy na ich twarzy zwiastowały, że pewnie dobrze ale i tak zapytałam. I muszę przyznać, że byłam totalnie zaskoczona odpowiedzią Miłosza: „Doszedłem do samego sufitu!”. Szczegółową relację zdał tata. Ścianka wspinaczkowa jest wysoka na 12,5 metra. Dojście do sufitu zajęło Miłoszowi 45 minut. To bardzo długo. Ale trzeba pamiętać, że przez cały ten czas aktywnie wspinał się po ściance, podejmował samodzielne decyzje, który chwyt złapać, a na którym stanąć. Dał radę. Kolejna granica przekroczona!

 
 

basen

Nie umiem pływać, ale regularnie co tydzień chodzę na basen (!) i bardzo się cieszę, że moje dziecko potrafi to robić! W wodzie czuję się wspaniale, lekko, w zgodzie ze swoim ciałem, pełen energii i jednocześnie spokoju. Uważam umiejętność pływania za jedną z wielu, które warto posiąść. Tych, które przydają się w życiu, bo zwiększają nasze możliwości, pomagają ładować baterie i w dodatku przynoszą obopólne korzyści zarówno dla ciała i ducha. Patrząc na Miłosza jak sobie wspaniale radzi na basenie żałuje, że sama tego nie potrafię robić. Dlatego zależy mi na tym, żeby syn umiał pływać, a od niego samego będzie zależało, co później z tym zrobi.

Wielka Racza

Rzadko zdarza nam się wolna sobota. Jeszcze rzadziej wolna sobota występuje w parze z dobrą pogodą. I dokładnie tak było dzisiaj. Nie mogliśmy tego inaczej uczcić jak tylko wyjazdem w góry. Nasz cel to znana nam już Wielka Racza w Beskidzie Żywieckim. W górskich dolinach jest już wiosna co oznaczało jedno – błoto na szlaku. Miłosz miał je po same kolana. Kiedy skończyło się błoto szliśmy po roztapiającym się śniegu i wodzie, a dalej po lodzie. Powyżej 1000 m n.p.m. zima w pełni. Uwielbiam ten szczyt. Panorama jaka się stąd rozciąga jest niesamowita. Z nostalgią spoglądaliśmy na doskonale widoczną Małą Fatrę. Nasz mały zdobywca zasłużył dzisiaj na medal. Wielka Racza to kolejny szczyt, na który sam wszedł i zszedł. Cała trasa liczyła 12,5 km.

  
  
  

to już wiosna?

Upragnione i wyczekiwane ciepło wreszcie przyszło. W taki dzień jak dzisiaj nie można było siedzieć w domu. Postanowiliśmy oficjalnie rozpocząć sezon na rower i hulajnogę! W tym roku tata podniósł poprzeczkę i odpiął boczne kółka. Miłoszowi trudno jest złapać równowagę choć stara się jak może. Kilka upadków już zaliczył, a to dopiero pierwsza jazda. Chyba każdej mamie trudno oglądać takie przerażające sceny z udziałem własnego dziecka. Ale Miłosz za każdym razem wstawał i jechał dalej. Z hulajnogą poszło znacznie łatwiej. Jednak wiadomością dnia jest zupełnie co innego. Kiedy Miłosz dowiedział się że idzie na rower tak bardzo się ucieszył, że chciał wyjść z domu jak najszybciej. Nie czekając na nikogo sam założył buty! Zarówno prawy jak i lewy. Stało się to tak szybko, że chociaż oboje byliśmy obok to żadne z nas nie widziało dokładnie jak to zrobił.

  
  

domowy trening

W pokoju Miłosza duża zmiana. Jedne sprzęty ustępują miejsca kolejnym. Nasz metraż nie jest duży i nie możemy pozwolić sobie na trzymanie wszystkich. Wraz z rozwojem dziecka i zmieniającymi się jego potrzebami staramy się umożliwić Miłoszowi trening w domu tego czego najbardziej na danym etapie potrzebuje. Jednak tym razem zmiana sprzętu nie ograniczała się do samego zakupu i postawieniu w pokoju. To prawdziwe przedsięwzięcie. Sam montaż w domu trwał trzy dni. Ciekawa jestem czy z pierwszych zdjęć jesteście wstanie zgadnąć co to jest? Miłosz dzielnie pomagał tacie na każdym etapie. Nawet jeśli „pomoc” polegała na wspinaniu się na tatę, to prace i tak posuwały się do przodu. Dzisiaj późnym popołudniem wreszcie jest. Miłosz ma w swoim pokoju własną ściankę wspinaczkową! Poziom jest trudniejszy od tej jaką ma na zajęciach. Ta w domu jest pionowa i jeśli tylko puści rękę leci w dół. Testy przeszły pomyślnie. Ścianka jest zrobiona dobrze choć Miłosz ma spore trudności. No cóż, właśnie po to ona jest żeby trenować i uczyć się.

  
  
  
  

Wielka Rycerzowa

Od dawna myśleliśmy o zimowej wycieczce w góry. Jednak ciągle coś stało na przeszkodzie. Wreszcie się udało. Pomimo, że to niedziela wstaliśmy wcześniej i ruszyliśmy w kierunku Beskidów. Naszym celem była Wielka Rycerzowa. Trasa znana nam ze wcześniejszych wypraw. Przypomnę, że to właśnie ten szczyt Miłosz zdobył samodzielnie jako pierwszy w zeszłym roku. Jednak szlak zimą to zupełnie co innego. Pomimo naszego wieloletniego doświadczenia trasa dała nam ostro popalić. Żółty szlak z Soblówki okazał się miejscami nieprzetarty, pewnie za sprawą nocnych opadów śniegu. Ale to nie był największy problem. W połowie drogi zobaczyliśmy dziesiątki powalonych drzew tarasujących szlak. Niektóre można było obejść bokiem lub nad nimi, a część trzeba było pokonać na czworakach pod nimi. Do tego wszystkiego zaczął padać śnieg. Ostatkiem sił Miłosz zdobył samodzielnie swój pierwszy szczyt zimą w 3,5 godziny. Latem ta sama trasa zajęła mu ledwie 2 godziny. W Bacówce na Rycerzowej czekała go nagroda. Dafi, Bela i Hera, trzy psy wystarczyły aby zapomniał o całym zmęczeniu. Za to na dół zjechał na sankach. To była bardzo wyczerpująca niedziela jednak na pewno udana i na długo pozostanie w naszej pamięci.

  
  
  

IV bieg mikołajkowy

W katowickiej Dolinie Trzech Stawów pojawiły się dzisiaj dziesiątki dzieci. Wszystko za sprawą organizowanych w tym miejscu po raz czwarty już biegów Mikołajkowych. Na starcie biegu stanął również Miłosz. Na mecie dla każdego uczestnika czekał zasłużony medal. Była to ostatnia impreza tego typu zaplanowana na ten rok. Ale spokojnie. Sezon biegowy 2018 Miłosz rozpocznie już w styczniu!

  
  

kucharz mały

Jednym z ulubionych miejsc Miłosza jest kuchnia. I nie ma znaczenia czy chodzi o gotowanie, czy zmywanie. Dlatego kiedy przedszkole uruchomiło warsztaty kulinarne nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że to jest coś właśnie dla niego. Podczas zajęć dzieci uczą się jak ważne jest odżywianie i jak łatwo można, samodzielnie lub z pomocą osoby dorosłej przygotować smaczną kulinarną ucztę.

  
  

bieg pluszaka

Do biegu, gotowi, start! W Zabrzu odbyła się dzisiaj siódma edycja charytatywnego Biegu Pluszaka. Zimno, deszcz i lekki wiatr spowodował, że na starcie stawili się tylko najtwardsi zawodnicy. Wśród nich nie mogło zabraknąć Miłosza.