Archiwa kategorii: Przygoda

Mały Rozsutec

Nad Małą Fatrą zaświeciło słońce! Już o 8:30 byliśmy na szlaku. To wcześnie, prawda ale plan był ambitny – Mały Rozsutec. Według mapy czekało nas co najmniej pięć godzin marszu plus odpoczynki. Podejście i zejście z samego szczytu Miłosz pokonał w nosidle. Sił miał jeszcze sporo ale nie dałby rady wspinać po łańcuchach i klamrach. Poza tym byłoby to bardzo niebezpieczne. Ja sama się bałam. Dodatkowo dochodziły do mnie co jakiś czas jęki taty. Nie ma się co dziwić. Wchodził po niemal pionowej ścianie, a na plecach miał 16 kilogramów żywej wagi plus bagaż. Widoki ze szczytu zrekompensowały nam cały trud. Zejście było równie trudne jak wejście. Na polanie pod szczytem zobaczyliśmy go w całej okazałości. Ochom i achom nie było końca. Wracaliśmy szlakiem prowadzącym przez Diery. Widoki zapierają dech w piersiach. Ilekroć pojawiały się łańcuchy, klamry czy liny stalowe Miłosz wchodził do nosidła. To był długi dzień. To był piękny dzień.

  
  
    
  

Mała Fatra

Nastał wreszcie błogi czas odpoczynku. Jesteśmy na wakacjach! Po raz pierwszy wybraliśmy się z Miłoszem poza granicę naszego kraju. Przez cały tydzień będziemy aktywnie wypoczywać na Słowacji. Celem naszej wyprawy jest Mała Fatra. Nocujemy we wsi Terchová. Jest ona rodzinną wioską Juraja Jánošíka – najsłynniejszego karpackiego zbójnika… Póki co aura nam nie sprzyja. Jednak pomimo tego wybraliśmy się wczoraj na krótki szlak prowadzący na Pupov. Przemoczeni niemal do suchej nitki wróciliśmy do Terchowej. No cóż czasem bywa też i tak.

  
  
  

Malinowska Skała

Po powrocie z Jury zapadła decyzja „jutro jedziemy w góry”. Mimo zmęczenia, późnej pory, zaczęłam pakować plecaki, a tata w tym czasie szukał szczytu, który Miłosz mógłby zdobyć o własnych siłach. Ostatecznie wybór padł na Malinowską Skałę (1152 m n.p.m.) w Beskidzie Śląskim. Kiedy tylko dotarliśmy na parking zaczął padać deszcz, a temperatura spadła do 15 C. Wyruszyliśmy z małym opóźnieniem. Trasa była krótsza od tej sprzed tygodnia. Miłosz radził sobie doskonale. To już wytrawny turysta i to pomimo faktu, że całą drogę powrotną padał deszcz. Dla Miłosza taka wycieczka to świetny trening. Salę do integracji sensorycznej znaleźliśmy na górskim szlaku!

  
  
  
  

rowerem po Jurze

Miłosz w ostatnim czasie niemalże każdego dnia zadaje to samo pytanie: „Gdzie pojedziemy?”. A my na miarę swoich możliwości staramy się mu pomóc w tej jego chęci poznawania świata. Wczoraj zgodnie odpowiedzieliśmy synowi: „Pojedziemy na wycieczkę na Jurę!”. Dziecko się ucieszyło, choć pewnie nie wiedziało co to jest i jakie przygody go czekają. Postanowiliśmy odwiedzić kilka miejsc, w których byliśmy przed narodzinami Miłosza. Wedy trasę pokonaliśmy pieszo, a dziś rowerami całą rodziną. Dzięki temu, mogliśmy ją trochę zmodyfikować i wydłużyć, to zaleta tego środka lokomocji. To była niewątpliwie przygoda, strome zjazdy, momentami gęsty las, wokół nikogo, cisza spokój, kamienie, skały, korzenie, wielokrotnie też zmuszeni byliśmy zejść z rowerów i pchać je pod górę po bardzo trudnym terenie. Po raz kolejny okazało się także, że wybierając w naszym odczuciu skrót nie kończy się to dla nas zbyt dobrze. Ale jak zawsze tata wybawił nas i ostatecznie znalazło się wyjście z opałów (czytaj z lasu) odnajdując szlak. Jak było? Super, ale też ekstremalnie ciężko ze względu na region. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że staramy się nadążyć za potrzebami dziecka, a ono z dziecięcą radością korzysta z życia. Wieczorem znów zadał pytanie…

  
  

Wielka Rycerzowa

Proszę wszystkich o gromkie brawa. Miłosz zdobył samodzielnie swój pierwszy szczyt! Mało tego również samodzielnie z niego zszedł! Celem naszej dzisiejszej wycieczki była Wielka Rycerzowa (1 226 m n.p.m.) w Beskidzie Żywieckim. Z wejściem pomógł nam spotkany po drodze pies Grafi, którego Miłosz chciał koniecznie dogonić i pogłaskać. Ilekroć mu się udawało piesek i jego właściciele ruszali dalej, a wraz z nimi Miłosz. Po zdobyciu szczytu nie widzieliśmy u niego żadnych oznak zmęczenia. Dlatego zaryzykowaliśmy samodzielne schodzenie. Do dziewiątego kilometra szło całkiem dobrze. Później wystarczyła krótka ustna motywacja i Miłosz ruszał w dalszą drogę. Ostatnie trzy kilometry były już bardzo męczące. Przerwę robiliśmy właściwie co dwieście, trzysta metrów. Odpoczął w drodze powrotnej do domu, którą całą (dwie godziny) przespał. A kiedy wysiadł z auta powiedział „idziemy na spacer”. Niestety było to ponad nasze fizyczne możliwości. Przecież maszerowaliśmy przez prawie pięć godzin i jeśli wierzyć aplikacji mobilnej, pokonaliśmy piętnaście kilometrów. Brawa dla naszego małego mistrza!

  
  
  
  
  
  
  

w lesie

Lato to najlepsza pora, by wprowadzić dziecko w fascynujący świat przyrody. Wycieczka do lasu może obfitować w inspirującą zabawę małego odkrywcy. Dzisiaj Miłosz zbierał szyszki, patyki, kamyki, oglądał jak wygląda kora z bliska. Sprawdził też dokładnie ile jest drzew w lesie (czyt. dużo). Słuchał jak cicho śpiewają ptaki i jak głośno latają samoloty. A jutro będziemy sobie opowiadać co widział, ciekawa jestem ile zapamiętał z tej lekcji przyrody.

Bieg pLUsZAKA

O Miłoszu można już mówić jak o profesjonalnym biegaczu. A to za sprawą wzięcia udziału w kolejnym biegu. Tym razem był to „Kolorowy VI Zabrzański Bieg Pluszaka”. Każdy uczestnik na starcie otrzymał pluszaka, a na mecie medal oraz dyplom. Dzisiejszy bieg był wyjątkowy. Miłosz przebiegł cały dystans bez zatrzymywania, równym tempem. Może to za sprawą dobrej kondycji, a może chciał zaimponować nowo poznanej koleżance.

Uczestnictwo w imprezach takich jak ta dzisiejsza jest dla nas ważne. Niepełnosprawność nie musi oznaczać zamknięcia w domu, izolacji od środowiska i skupienia się na chorobie. Udział w biegach jest takim momentem, w którym nasz syn przełamuje bariery i stereotypy dotyczące niepełnosprawności. Chciałabym aby Miłosz stał się dzieckiem, które dla innych może być wzorem do naśladowania, motywując osoby niepełnosprawne do wyjścia poza własne, narzucane chorobą ograniczenia, ale też dla ludzi zdrowych, przybliżając im trudy dnia codziennego jakim stawiać muszą czoła takie osoby, pobudzając empatię oraz przypominając jak cennym darem jest życie i zdrowie.

  
  
  

II Bieg Świetlików

W Siemianowicach Śląskich odbyła się dzisiaj druga edycja Biegu Świetlików. Całodniowej imprezie towarzyszyły również biegi dla dzieci. Miłosz wraz z innymi uczestnikami (roczniki 2011 i młodsze) biegł na dystansie 200 metrów. Na mecie każdy otrzymał medal. Tym razem Miłosz dobiegł jako ostatni uczestnik. Ale przecież nie chodzi tutaj o rywalizację. Cieszę się że może biegać razem z innymi, zdrowymi dziećmi.

Na wyróżnienie zasługuje organizator biegów (MK Team). Były to najlepiej zorganizowane biegi w jakich dotąd uczestniczyliśmy.

        
  

rowerem na Hel

To już ostatni dzień naszego urlopu. Na dzisiaj zostawiliśmy najbardziej ambitny plan. Rowerem na Hel! Samochód zostawiliśmy na parkingu w Chałupach, a stamtąd już na rowerach przez całą Mierzeję Helską. Początek trasy aż do samej Jastarni jest wyjątkowo malowniczy ponieważ prowadzi zaledwie kilka metrów od linii brzegowej. A dlaczego plan był ambitny? Otóż trasa tam i z powrotem to 60 kilometrów! Nie czuję nóg ale jestem dumna z nas, że daliśmy radę. Teraz tylko spakować walizki i w drogę.

  
  
  

rowerem po Kaszubach Północnych

Kaszuby Północne to podobno raj dla rowerzystów. Sami również zaliczamy się do tej grupy osób dlatego postanowiliśmy sprawdzić ile jest prawdy w tym stwierdzeniu. Pierwsze próby rozpoczęliśmy już wczoraj od przejazdu Zatoką Pucką, przez którą wiedzie Międzynarodowy Szlak Rowerowy Wokół Bałtyku R-10. Dzisiaj kontynuowaliśmy jego eksplorację. Trasę rozpoczęliśmy w Dębkach gdzie przy okazji podziwialiśmy malownicze ujście rzeki Piaśnicy. Ilość turystów w tym miejscu przeraziła nas na tyle, że czym prędzej pojechaliśmy dalej w kierunku Białogóry. Trasa wiodła wzdłuż Rezerwatu Białogóra. Słoneczna pogoda, cisza i spokój. Zatrzymała nas… czapla. Wogóle się nas nie bała. Stała obok nas dosłownie na wyciągniecie ręki. Minęliśmy Białogórę i skierowaliśmy się w kierunku Osieczki, a następnie na plażę, na której rozbiliśmy obóz i wypoczywaliśmy do późnego popołudnia. Było pięknie.