Archiwa kategorii: Terapia

głoska CZ

Na zajęciach z neurologopedą ćwiczymy głoskę „CZ”. Dla utrudnienia pojawiła się inna, bardzo podobna jeśli popatrzymy na jej graficzny wygląd, chodzi o głoskę „C”. Podczas ćwiczeń wszystkie ilustracje przedstawione na obrazkach zawierają w nazwie głoskę CZ lub C np. czapka, cytryna, czajnik, cebula, cymbałki itd. Na początek głoski występują w nagłosie, używamy też tych gdzie jest w śródgłosie oraz w wygłosie. Ponieważ niektóre nazwy przedstawionych ilustracji zawierają inne trudne głoski, dzięki temu Miłosz przy okazji może doskonalić swój zasób słów w zakresie ich prawidłowego wymawiania. Bardzo się stara, ale jeśli mu nawet nie wychodzi, to wie o tym (słyszy siebie) i stara się powtórzyć kilka razy, aż mu się uda w sposób prawidłowy. Brawo Miłosz!

  
  

czytamy sylaby

Miłosz jest na etapie czytania sylab, ponieważ to dopiero początek, to nie zawsze mu to dobrze wychodzi. Ćwiczymy więc w domu różnicowanie spółgłosek w sylabach otwartych. O co chodzi? Okazuje się, że po poznaniu samogłosek i pierwszych spółgłosek w sylabach, rozróżnia je właśnie poprzez samogłoski. Podczas zajęć odnoszę wrażenie, że nie ma znaczenia, co będzie pisało na kartce: MA, czy PA. Zgaduje i jak się trafi, to się trafi, a jak nie to napis PA będzie czytać MA, i na odwrót. Do treningu w domu wykorzystałam ulubione autka syna. Każde musiało zaparkować w garażu z odpowiednią nazwą np. MU, PA, MO, MI itd. Idealny przykład na naukę poprzez zabawę.

  
  

mikropolaryzacja mózgu

W sobotę Miłosz został zakwalifikowany przez lekarza do terapii mikropolaryzacji mózgu. Wiem, brzmi to bardzo poważnie. Sama metoda terapii określana jest jako nieinwazyjna, bezpieczna i bezbolesna stymulacja prądem stałym różnych obszarów mózgu. O mikropolaryzacji słyszeliśmy krótko po narodzinach Miłosza. Na pierwszą konsultację jechaliśmy aż do Oławy kiedy Miłosz miał 6 miesięcy. I właśnie wiek okazał się przeciwwskazaniem do terapii. Dzisiaj mamy znacznie bliżej bo w Katowicach. Terapia składa się z 10 zabiegów trwających początkowo 10 minut, następnie 20 minut, a ostatnie po 30 minut. Terapię należy powtórzyć jeszcze dwukrotnie w odstępach trzymiesięcznych.

w górach

Góry to nasz wspólna pasja. Za nami niezliczone godziny górskich wędrówek, czasami trudne warunki pogodowe, odciski, zmęczenie, a obok tego niczym niezmącone szczęście, przestrzeń i cudowne widoki. Mogę na mojego męża liczyć tu na dole i tam na górze. Choć tempo marszu mamy różne, to nie przeszkadza nam to. Ostatecznie zawsze osiągamy ten sam cel razem. Góry są dla mnie bardzo ważne w moim życiu. Jedyne czego żałuję to, że tak późno je odkryłam. Zdobywając szczyty pokonałam własne słabości. Pozwoliły mi zwyciężyć nad moimi ograniczeniami. Dały mi bardzo wiele, dlatego darzę je ogromnym szacunkiem. Mam nadzieję, że Miłosz wkrótce również doceni ich ogromną moc. Każda piesza samodzielna wędrówka to dla syna okazja do treningu, co ma bardzo duże znaczenie w jego codziennym funkcjonowaniu. Terapia ruchu w górach oraz wykorzystanie warunków tam panujących umożliwiły Miłoszowi naukę pokonywania przeszkód takich jak: kamienie, korzenie, powalone drzewa i gałęzie, schody, łańcuchy, drabinki, mosty, kładki, błoto, podejścia i strome zejścia z góry itp. Dzięki temu mógł wykorzystać i doskonalić swoje umiejętności już nie na sali gimnastycznej czy SI, tylko w życiu. Nawet najlepiej wyposażony gabinet nie odda w pełni warunków, które syn będzie miał do pokonania każdego dnia. Ostatni wyjazd w góry, oprócz sięgania wyżej i bycia razem, okazał się niezastąpioną terapią u Miłosza. Wszystko co robimy, robimy z myślą o naszym dziecku. Walczymy o lepszy komfort jego życia i przygotowanie go do samodzielności. Ile z tego uda nam się osiągnąć? Czas pokaże.



Mały Rozsutec

Nad Małą Fatrą zaświeciło słońce! Już o 8:30 byliśmy na szlaku. To wcześnie, prawda ale plan był ambitny – Mały Rozsutec. Według mapy czekało nas co najmniej pięć godzin marszu plus odpoczynki. Podejście i zejście z samego szczytu Miłosz pokonał w nosidle. Sił miał jeszcze sporo ale nie dałby rady wspinać po łańcuchach i klamrach. Poza tym byłoby to bardzo niebezpieczne. Ja sama się bałam. Dodatkowo dochodziły do mnie co jakiś czas jęki taty. Nie ma się co dziwić. Wchodził po niemal pionowej ścianie, a na plecach miał 16 kilogramów żywej wagi plus bagaż. Widoki ze szczytu zrekompensowały nam cały trud. Zejście było równie trudne jak wejście. Na polanie pod szczytem zobaczyliśmy go w całej okazałości. Ochom i achom nie było końca. Wracaliśmy szlakiem prowadzącym przez Diery. Widoki zapierają dech w piersiach. Ilekroć pojawiały się łańcuchy, klamry czy liny stalowe Miłosz wchodził do nosidła. To był długi dzień. To był piękny dzień.

  
  
    
  

eeg biofeedback

W lipcu pisałam o przeprowadzonym badaniu eeg (nieinwazyjna metoda diagnostyczna służąca do badania bioelektrycznej czynności mózgu za pomocą elektroencefalografu). Wynik badania był niezbędny aby rozpocząć nową terapię. Ten etap przeszliśmy pozytywnie, dzięki czemu wczoraj rozpoczęliśmy nowe zajęcia o tajemniczej nazwie eeg biofeedback. W założeniu terapia ma usprawnić pracę mózgu, poprawić pamięć i motorykę ciała oraz zwiększyć koncentrację uwagi. A jak to się odbywa? Do głowy Miłosza przypięte zostały cztery elektrody. Następnie z uwagą i skupieniem miał oglądać na ekranie monitora animacje (wideogry). Kiedy wzrastała aktywność mózgu w pożądanym paśmie częstotliwości fal mózgowych (a więc był skoncentrowany), otrzymywał nagrodę (gra przebiegała pomyślnie, postacie były wyraźne, dźwięki czyste). Przy wzroście aktywności niepożądanych pasm, sukces znikał (obraz rozmazywał się, animacja zatrzymywała się). Każdy trening to dziesięć różnych wideogier trwających po półtorej minuty.

  
  

na basenie

Pływać każdy może. Ale nie każdy umie, tak jak ja. Konsekwencja w terapii na basenie przynosi efekty. Miłosz w wodzie radzi sobie coraz lepiej. Dzisiaj patrzę na niego nie tylko z dumą ale również z zazdrością.

historyjka obrazkowa

W zeszycie Miłosza aż dwie strony zajmuje opis sobotniego spaceru po lesie! Dzisiaj był czas na przypomnienie sobie i opisanie kolejno co widział, co go zainteresowało i jakie skarby znalazł w lesie. Zobaczcie sami:



minął rok

Za nami kolejna konsultacja fizjoterapeutyczna. Ta dzisiejsza była szczególna. Dokładnie rok temu zakończyliśmy terapię NDT-Bobath. Od tego czasu pojawiamy się cyklicznie na kontroli w gabinecie. Te dwanaście miesięcy było swoistym sprawdzianem, czy damy radę sami (głównie tata) kontynuować ćwiczenia wg wskazówek w domu. Zaliczyliśmy go pozytywnie. Na każdej konsultacji otrzymujemy zestaw nowych ćwiczeń oraz uwagi na co mamy zwracać szczególną uwagę. To pierwsza kontrola po podaniu botuliny. Efekty jej działania są już widoczne. Możemy teraz ćwiczyć z jeszcze większą precyzją i dokładnością ponieważ zakres ruchomości lewej stopy i ręki znacznie się poprawił.

  
  

szpital

Dotarliśmy do domu. Zabieg przeszedł dość sprawnie choć czas oczekiwania na jego wykonanie wydawał się trwać w nieskończoność. Wszystko poszło zgodnie z planem. Miłosz dzielnie zniósł wstrzyknięcia botuliny pomimo tego, że zabieg odbywał się bez narkozy, a jedynie po podaniu doustnie znieczulenia (tzw. „głupi Jaś”). Był bardzo osłabiony. Drogę powrotną niemal całą przespał. I bardzo dobrze. Teraz jest już taki jakiego go znamy, na miejscu nie usiedzi. Zdecydowanie wolę kiedy rozpiera go energia.