III Siemianowicki Bieg Świetlików

Ciemne chmury zbierały się od rana jednak ani deszcz czy wiatr nie przeszkodził Miłoszowi aby wziąć udział w III Siemianowickim Biegu Świetlików. Liczna grupa chłopców stawiła się na starcie. Nie pchamy się do przodu, bo wiemy że i tak bieg Miłosz zakończy jako jeden z ostatnich uczestników. Choć uczciwie trzeba przyznać, że gdyby biegł z tatą za rękę jak wiele innych dzieci wynik byłby z pewnością inny. Jednak dla nas istotne jest to aby biegł sam. Nawet jeśli oznacza to bycie ostatnim. Najważniejsza jest samodzielność. Na mecie zasłużony medal. Ta chwila kiedy zakładany jest on na jego szyję coraz więcej znaczy dla Miłosza.

  
  

 

zajęcia logopedyczne

Dwa razy w tygodniu Miłosz spotyka się z neurologopedą. Czwartkowe zajęcia trwają 90 minut. W takim upale jak dzisiaj było mu bardzo ciężko wysiedzieć, a jeszcze trzeba się skupić. Każdą terapię zaczyna od masażu palców/ręki, buzi oraz ćwiczeń artykulacyjnych. Oprócz utrwalania prawidłowych wzorców artykulacyjnych, Miłosz rozwijał umiejętności budowania dłuższych wypowiedzi, słownictwo i wyobraźnię. Na podstawie przeczytanego opowiadania Miłosz miał odpowiedzieć na kilka szczegółowych pytań. Dołączone ilustracje sprawdzają poziom rozumienia odczytanego tekstu oraz ułatwiają opowiadanie o nim. Zadanie wydaje się trudne jednak poradził sobie z nim nadzwyczaj dobrze. Chyba czas podnieść poprzeczkę.

  

konsultacja

Zdajemy sobie sprawę z tego, że doradztwo, obserwacja i stały monitoring postępów naszego dziecka jest niezbędny. Za nami konsultacja fizjoterapeutyczna, która odbywa się kilka razy w roku u Pani dr Anety Skworc. Wizyta polega na zebraniu wywiadu oraz na obserwacji jego aktywności spontanicznej. Następnie przeprowadzane jest badanie fizjoterapeutyczne i omówienie stwierdzonego problemu terapeutycznego. Z doświadczenia wiemy, że u Miłosza najsłabszą formę fizyczną można zaobserwować po zimie. Tak też się stało i tym razem. Na poprzedniej wizycie w kwietniu otrzymaliśmy wiele wskazówek i nowych ćwiczeń do wykonywania w domu. Nasza determinacja i konsekwencja w działaniu przełamały zły stan Miłosza. Na bieżącej wizycie otrzymaliśmy potwierdzenie, że jakość wykonywanych funkcji jest coraz lepsza. Mimo ciepłych słów nie spoczniemy na laurach. Wiemy, że aby utrzymać taki stan również trzeba ćwiczyć. Otrzymaliśmy kilka wskazówek i informacji, które będziemy realizować przez najbliższe miesiące. Kolejna konsultacja w październiku.

Finał akcji „Fotografowie dla Miłosza”

Historia Miłosza porusza wiele serc, przekonałam się o tym kolejny raz. Tym razem podczas przeprowadzonej akcji charytatywnej „Fotografowie dla Miłosza”. To jak wiele dobrego w ostatnich tygodniach spotkało moją rodzinę nie sposób opisać w kilku zdaniach. Jestem pewna, że wszystko to co się wydarzyło, to był ciąg następujących po sobie zdarzeń, które w magiczny sposób wzajemnie się uzupełniały.

Cała akcja zorganizowana została dzięki dobrej woli i ogromnym sercom, jakie okazali Marcin Kęsek, Fotografowie i Przewodnik, Sponsorzy oraz Tatromaniak, którzy dołożyli swoją cegiełkę. Mówi się, że nawet najgorsza sytuacja może przynieść coś pozytywnego. Ta ujawniła dobro wielu ludzi, którzy bezinteresownie i z wielkim zaangażowaniem, chcieli nam pomóc.

Marcin Kęsek od samego początku był pewien tego, co robi. Podziwiam go za ogromne zaangażowanie, wsparcie, zaufanie jakim nas obdarzył, za to jak potrafi bezinteresownie pomóc drugiej osobie oddając cząstkę siebie. Kiedy została podjęta decyzja o zorganizowaniu aukcji zdjęć, skontaktował się z wieloma fotografami w całej Polsce i dzięki temu zdobył ponad siedemdziesiąt wyjątkowych prac na licytację oraz wycieczkę w góry z przewodnikiem tatrzańskim. Wiele razy słyszałam od Marcina, że fotografia może pomóc. Wtedy nie sądziłam, że to wydarzenie będzie miało taki olbrzymi zasięg. Tego, co się potem stało, nie da się opowiedzieć, to trzeba przeżyć. Podczas akcji „Fotografowie dla Miłosza” Krzysztof Baraniak stworzył album i opisał akcję na profilu Tatromaniak oraz zachęcił do wspólnej pomocy. Na konto zorganizowanej w tym celu zrzutki dla Miłosza zaczęły spływać pieniądze od osób prywatnych, znajomych i zupełnie obcych ludzi.

Licytacja przeszła moje największe wyobrażenie o tym, co mogło się podczas niej wydarzyć. Odbyłam wiele znaczących dla mnie rozmów, otrzymałam niezliczone ilości komentarzy, budujące wiadomości, wsparcie, które niosą za sobą słowa, tak bardzo nam potrzebne do dalszej walki. Dzięki temu mamy motywację do zmierzenia się z kolejnymi wyzwaniami w wychowywaniu Miłosza. Były też łzy wzruszenia i wyjątkowe momenty, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

Na koniec nie mogę nie wspomnieć o wyniku licytacji. Zebrana kwota 33 tys., osiągnięta w tak rekordowo krótkim czasie, będzie przez Miłosza wykorzystywana przez następny rok,  której celem będzie dalsze leczenie i rehabilitacja dziecka. Jestem pełna nadziei, że Miłosz w przyszłości będzie mógł sam odwdzięczyć się innym za okazaną pomoc.

Dobro powraca!
Dziękujemy!

Mewia Łacha

W ostatnim dniu naszego wypoczynku zwalniamy tempo. Odwiedziliśmy jedynie mini zoo gdzie ku ogromnej radości Miłosza można było karmić zwierzęta. Nie opuścił żadnego. Począwszy od pospolitych kur, gęsi czy indyków, a skończywszy na wielbłądzie, zebrze i strusiu. Potem już tylko plażowanie. Na odpoczynek wybraliśmy miejsce przy rezerwacie Mewia Łacha, który wczoraj oglądaliśmy od strony wyspy Sobieszewskiej, a dzisiaj od strony Mikoszewa. Napotkany ornitolog udzielił nam prywatnej lekcji o rezerwacie, a także udostępnił lunetę. A było co oglądać. Największy entuzjazm wzbudził u nas widok fok szarych wylegujących się na słońcu. Pierwszy raz widziałam foki dziko żyjące w Bałtyku. A potem już tylko słodkie lenistwo na plaży.

  
  

jeden dzień na wyspie

Zauroczeni wyspą Sobieszewską postanowiliśmy spędzić na niej cały dzień. Jednak tym razem była to wycieczka rowerowa. Aby się na nią dostać przepłynęliśmy promem z Mikoszewa. Jedną z atrakcji wyspy jest zbiornik wodny Kazimierz. W czasie zwiedzania dowiedzieć się można jaką rolę pełni zbiornik. Podczas prezentacji Miłosz mógł pokręcić korbkami. Z jego szczytu rozciąga się widok na całą wyspę i dalej na Trójmiasto oraz Mierzeję Helską. Resztę dnia spędziliśmy na plaży. Po wczorajszych wysokich falach nie było śladu. Dzisiaj morze spokojne i gładkie jak szyba. A na plaży pusto. Szkoda, że czas tak szybko biegnie. Chociaż padam ze zmęczenia (na rowerach przejechaliśmy 60 km!) to była to jedna z najpiękniejszych wycieczek tegorocznych wakacji.

  
  

Trójmiasto – dzień 2

Wracamy do Trójmiasta. Tym razem wycieczkę zaczynamy od Gdańska. A dokładniej od latarni morskiej. Z jej szczytu dostrzec można port, zatokę Gdańską oraz Westerplatte. Następnie skierowaliśmy się na wzgórze Pachołek (101 m n.p.m.) w Gdańsku Oliwie gdzie na szczycie zamontowano wieżę widokową. Stąd dopiero był niesamowity widok. Cały Gdańsk jak na dłoni! Kolejny przystanek to Sopot. Nie mogliśmy przegapić słynnego molo. Całe Trójmiasto jest tłoczne i gwarne. Trudno było nam się tam poruszać. Zdecydowanie wolimy mniej uczęszczane miejsca. Okazała się nim wyspa Sobieszewska. Z dala od tłumów i hałasu zatrzymaliśmy się przy rezerwacie Ptasi Raj. Tu dopiero mogliśmy odpocząć.

  
  

Trójmiasto – dzień 1

Za nasz cel obraliśmy Trójmiasto. W pierwszym dniu zawitaliśmy do Gdyni. W porcie Miłosz oglądał dumnie prezentujący się Dar Pomorza oraz ORP Błyskawica. Największą atrakcją dla Miłosza okazało się Akwarium Gdyńskie gdzie mógł podziwiać ryby niemal z całego świata. Zaskoczyło mnie to jak bardzo był zainteresowany każdym akwarium i jak długo przy każdym stał z zaciekawieniem. Kolejnym przystankiem było koło widokowe, z którego mogliśmy zobaczyć cały port. Doskonale widoczna była również Mierzeja Helska gdzie byliśmy w zeszłym roku. Po krótkim odpoczynku na Kamiennej Górze zdecydowaliśmy o powrocie. Jutro czeka nas kolejna część trójmiejskich atrakcji.

  
  

w górach nad morzem

Dzisiaj chcieliśmy nieco odpocząć od słońca i schroniliśmy się w lesie. Pojechaliśmy do pobliskiego Elbląga. Tam na skraju Parku Krajobrazowego Wysoczyzny Elbląskiej znajduje się Bażantarnia, a w niej liczne szlaki piesze. Nas szczególnie urzekł jeden z nich – niebieski. Podzielony jest na dwa etapy leśny i górski. I chyba nie muszę nikomu mówić dlaczego wybraliśmy właśnie ten szlak. Szukając informacji na jego temat jedna powtarzała się niemal wszędzie „szlak jest trudny i wymaga dobrej kondycji”. Czytałam to z przymrużeniem oka. Pierwsze 1,5 godziny upłynęło nam na miłym spacerku w pięknym liściastym lesie. Owszem było i ostro pod górkę i z górki ale co dla nas. Potem odechciało mi się wszystkiego. Problemem nie jest nawet trudność techniczna szlaku. Jest on tak rzadko odwiedzany, że częściowo jest zarośnięty. Do tego dochodzą liczne powalone drzewa, których nikt nie usuwa. Kilka razy zgubiliśmy się. I gdyby nie aplikacja mobilna chyba musielibyśmy zawrócić. Pokonanie dystansu 12 kilometrów zajęło nam ponad 4 godziny. Należała nam się solidna dawka odpoczynku. A gdzie najlepiej jak nie na plaży, w końcu jesteśmy nad morzem.

  
  

szlakiem Kopernika

Dzisiaj podążaliśmy szlakiem Mikołaja Kopernika dlatego zawitaliśmy do Fromborka. To właśnie tam Kopernik opracował swoje słynne dzieło. Najpierw wspinaczka na Wieżę Wodną, później nieco wyżej Wieża Radziejowskiego (dawna dzwonnica przy katedrze). Stąd rozciąga się widok na malownicze miasto oraz Zalew Wiślany. Kolejnym przystankiem była pochylnia Buczyniec na Kanale Elbląskim. Wsiedliśmy na statek i płynęliśmy po… trawie! Wrażenia niesamowite. Myślę, że nie będzie przesadą jeśli powiem, że to ewenement na skalę światową. Miłosz był zachwycony.