Historia Miłosza - Blog,  Wycieczki

mały zdobywca szczytów

IMG_6050  IMG_6061
IMG_6095  IMG_6103

Po konsultacji w Krakowie udaliśmy się dalej na południe w celu zdobycia Lubonia Wielkiego. Prognoza pogody nie nastrajała zbyt optymistycznie; miała być burza, ale byłam dobrej myśli, przecież prognozy nie zawsze się sprawdzają. Chłopcy zabrali mnie na „bezpieczną wyspę” tak nazwałam Beskid Wyspowy w ramach obchodów zbliżającego się mojego święta. Mąż wybrał żółty szlak z Rabki-Zaryte, tzw. Perć Borkowskiego prowadząca przez rezerwat przyrody. Jest to najtrudniejszy szlak w obrębie rezerwatu i zarazem najciekawszy z kilku szlaków prowadzących na ten szczyt. W obrębie rezerwatu, znajdującego się na podszczytowych partiach południowo-wschodnich zboczy zostałam zaskoczona krajobrazem zupełnie odmiennym od beskidzkiego. Szlak prowadził bowiem dużym gołoborzem, wśród złomowiska luźnych skał i pionowego urwiska. W grupie skał zwanych Dziurawymi Turniami znajduje się 13 jaskiń i szczelin skalnych. Byliśmy bardzo zaskoczeni trudnością szlaku. W naszej ocenie jest to najtrudniejszy odcinek w całych Beskidach. W oddali było słychać dolatujące do ucha grzmoty. Strach przed burzą narzucał szybkie tempo marszu, jednak słońce towarzyszyło nam przez całą wędrówkę. Szczyt Lubonia Wielkiego (1022 m.n.p.m.) przy dobrych warunkach pogodowych oferuje piękną panoramę, wkoło na horyzoncie kłębiły się czarne chmury, których widok robił niesamowite wrażenie. Z niechęcią opuściłam to miejsce. Miłe wspomnienie spędzonego wolnego czasu nie pozwala myśleć o niczym innym w drodze powrotnej. Dla nas to był wyjątkowy, magiczny czas. Filmy z wyprawy zobaczyć można na kanale youtube Miłosza.

W drodze powrotnej samochód zaczął wydawać bardzo niepokojące dźwięki. Nie chcieliśmy ryzykować i skorzystaliśmy z usługi assistance. W miarę szybko dotarła do nas laweta i szczęśliwie dowiozła nas do domu. Auto jest już w warsztacie samochodowym, obiecali nam możliwie szybką naprawę, aby nie przerywać rehabilitacji Miłosza.

Mimo takiego niespodziewanego zakończenia, zaliczam ten dzień do udanych. Byłam z rodziną, mogę na nich liczyć!

2 komentarze

  • ola

    Miłosz rośnie w oczach…. czapeczka, krótkie spodenki i wysokie skarpery…. no to prawdziwy zdobywca szczytów! Pozdrawiam całą rodzinkę i zazdroszczę wycieczki. Kamienie na zdjęciu wyglądają groźnie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *